środa, 9 października 2013

Wieniec

Muszę przyznać, że bardzo lubię Święto Zmarłych. Zapach zapałek, zamiatanie pomników, gorączkę w jaką wpada moja babcia na targu ze zniczami. Spadające na groby liście i taki wewnętrzny niepokój "idzie zima". Oczywiście wolę kiedy świeci słońce, ale chłód znoszę w miarę godnie (jak na mnie). Uwielbiam wieczorny spacer na cmentarz i kolację w ciepłym i przytulnym babcinym domu.


Nigdy wcześniej wieńców nie robiłam. Jak to możliwe? Jakieś niewiarygodne zaniedbanie. Albo lenistwo ;) Tegoroczny zrobiłam w przypływie oburzenia. Tak, oburzenia! Idziemy sobie w sobotę przez miasto, patrzę na wieńce wystawione przed kwiaciarnią. Widzę jeden na bazie serca z mchu, ładny pomyślałam. Cena: 119 zł. WHAT?! 
Tego samego dnia zrobiłam zakupy w genialnym centrum ogrodniczym (które szczęśliwie mam po drodze) na kwotę 36 zł i poświęciłam 30 min na właściwe spożytkowanie tej kwoty. Powstał wieniec dla mojej prababci.
 ***
Wykorzystałam wszystkie elementy kupione w sklepie. Już na miejscu próbowałam je mniej więcej dopasować, ułożyć na bazie. Nie chciałam kupić niczego, czego bym nie wykorzystała.

 Oprócz tego co na zdjęciu powyżej, użyłam też drucika, który miałam w domu. Drucik służył oplataniu elementów, które umieszczałam na bazie. Zamiast drutu można byłoby użyć mocnych nici, jednak drut jest łatwiejszy w stosowaniu. Na pewno można go kupić dużym centrum ogrodniczym.























Same kwiaty mają łodygi z drutu, tak więc układając elementy na bazie można od razu starać się je przeplatać, aby konstrukcja była jak najbardziej zwarta. Kto wianki plótł jako dziecię, nie poczuje się zagubiony przy tej czynności :)


Kwiaty i inne ozdoby już ułożone, ale jeszcze widać drut. Do ukrycia drucika posłuży wstążka (nota bene zostało mi jej na 3 kolejne wiązanki, chyba założę kwiaciarnię). Zaczynam od spodu i oplatam bazę wstążką. Uwielbiam kokardki, więc musi się znaleźć miejsce co najmniej na jedną. Po jej zawiązaniu należy podkleić ją klejem przeźroczystym, aby się nie rozwiązała.
























Jeszcze tylko dowód na to, że ta zabawa naprawdę kosztowała mnie 36 zł :)


I efekt końcowy.

Spodobało mi się, mogę zostać kwiaciarką (rzekłam w dniu, który spędziłam w domu i w którym doszłam do wniosku, że w sumie bardzo lubię swoją obecną pracę i nie chcę jej zmieniać). I słowo na koniec: każdy potrafi coś takiego zrobić, zachęcam do spróbowania, bo to duża satysfakcja. Szczególnie w kontekście zaoszczędzonych pieniędzy ;)


4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. dziękuję, ale przysięgam, że to rzecz tak prosta do zrobienia, że można mieć dwie lewe ręce i się uda :)

      Usuń
  2. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce10 października 2013 01:14

    Piękny, tylko na moje długo nie poleży, odpowiednie Szpiegi z Krainy Deszczowców czule się nim zajmą i wycenią na te 120 zeta właśnie. Przynajmniej, niestety, tak to się dzieje u mnie na cmentarzu....aż szkoda kłaść coś ładniejszego, bo potem człowieka szlag trafia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że na wiosce u babci ludzie mają więcej przyzwoitości ;) a jak nie, to mniej będzie żal stracić 36 zł zamiast 119 zł. I niech złodziejowi łapa uschnie.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails