poniedziałek, 29 grudnia 2014

Czy offspringi śpią w jednym łóżku?

Na te i inne pytania dotyczące offspringów* musieliśmy odpowiedzieć w przeciągu ostatniego miesiąca. Było też pytanie o to, czy offspringi muszą codziennie się kąpać i czy pamiętamy jak babcia przytulała szkietela. Oczywiście, pamiętamy!
To jest post z serii: uważaj, jaką muzykę wozisz i puszczasz w samochodzie, bo jedna z ulubionych płyt młodości może się szybko zamienić w najbardziej znienawidzoną płytę z młodości. Skoczek już oficjalnie uznał, że czuje się jak więzeń z Guantanamo torturowany muzyką. No bo ile razy pod rząd normalny człowiek może wysłuchać kawałka "Self  esteem"? WIELE! 
Oczywiście uwieczniliśmy jeden z występów. Dwa słowa komentarza do filmu:
1. Opis zrobiłam po angielsku, bo liczę na to, że Dexter obejrzy film i zaprosi nas do Kalifornii na wakacje (a chłopaków na koncert). Mogę jechać nawet z noworodkiem na ręku :) 
2. Tak, wiem, o czym jest ta piosenka. No cóż, jak mówiłam wcześniej - uważajcie, co puszczacie dzieciom w samochodzie ;) Pocieszam się, że murzyński rap miałby dużo gorszy tekst! Jak się tak głębiej zastanowić, to nawet nie jest tak bardzo bardzo nieodpowiedni kawałek...


* (sł. rodz. Tok. Offspring - (czyt. ośpring) szkielet lub część szkieletu, widok ze zdjęcia RTG, uwieczniony na okładce płyty SMASH zespołu The Offspring. Offspringi najprawdopodobniej żyją  w stadach i mogą, lecz nie muszą, być nazywane zamiennie szkieletami. Tryb życia stabilny. Ustalono, że śpią w swoich łóżkach i muszą kąpać się codziennie. Nie muszą myć głowy, gdyż nie posiadają na niej owłosienia.
Poniżej babcia Magda przytulająca jednego z osobników. + 10 do szacunku u wnuka ;)

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt 2014!

Pamiętajcie, że chodzi o to, aby było wesoło, a nie idealnie :)



Wesołych Świąt życzą: Akacja, Skoczek, Piękny Lolo i Piękny Olo :)







Sesja odbyła się w naszej sypialni i absolutnym amoku. Wróciliśmy ze sklepu z choinką, była godzina 14:30, słońca w ciągu dnia nie było ani przez minutę, a właśnie zbliżał się moment kiedy (jeżeli gdziekolwiek jest) miało zajść. Lampy nie posiadam, blendy zapomniałam wyciągnąć. Gdyby dziecko nie miało ochoty zostać gwiazd(orem)ą obiektywu, to na pewno by się nie udało. W przyszłym roku będzie poziom nightmare. Przekonać 4 latka i roczniaka do jednoczesnego uśmiechu przed obiektywem.  Babcia Zdzisia będzie musiała upiec kontener pierników, żebym mogła tego dokonać! ;)
Na szczęście tym razem ciągłość została zachowana. A ponieważ porównania wprost uwielbiam...


 Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT! I oby każde następne Święta Bożego Narodzenia odbywały się w gronie wyłącznie większym, nigdy mniejszym :)
***

ps. i radujmy się, bo Media Expert już wkrótce przestanie nas informować o tym, że włącza niskie ceny... Skoro ja, osoba nie oglądająca TV, wciąż widzę tę reklamę (na tvn Player i YT), to co muszą przeżywać użytkownicy kablówki!

wtorek, 23 grudnia 2014

Pakowanie prezentów

Uwielbiam! :)
Uwielbiam wymyślać, dopasowywać, miesiącami zastanawiać się co dla kogo. Słucham, zapisuję sobie w kalendarzu pomysły na prezenty przez cały rok. Mam tam tabelkę z podziałem na osoby, w tym rodzina i przyjaciele, i tam wpisuję propozycje. W tym roku po raz pierwszy odbyło się w naszej rozrastającej się (wiem, bo głównie ja się rozrastam!) rodzinie losowanie. To jeszcze większa odpowiedzialność! Nie ma już wymówki, że 20 prezentów było do zrobienia, więc już nie miałam głowy do wymyślania. Tym razem mam dwa (a razem ze Skoczkiem cztery) prezenty do kupienia dla najbliższych. Większy budżet na osobę, więcej czasu na przemyślenia, więcej przestrzeni do zagospodarowania. Wyzwanie na miarę matki na L4 ;)
Pakowanie jest równie przyjemne i równie ważne! To miłe dostać prezent, do którego ktoś się mocno przyłożył i poświęcił mu czas. To po prostu świadomość, że ktoś nam właśnie ten czas poświęcił. Uwielbiam prezenty zapakowane tak, że aż się nie chce otwierać. Pewnie Skoczek krzaczora i wstążki nie doceni, ale co tam, moje oczy są uradowane :))))



poniedziałek, 22 grudnia 2014

Czego nie będzie mógł dotykać dzidziuś? (film z jesieni 2014)

Po pierwsze, wypady na Stare Miasto - teraz mamy tak blisko, że ciepłe dni po prostu trzeba uczcić deserem w kawiarni! Po drugie mój ulubiony blok żywieniowo-konwersacyjny. Ja głównie rozkoszuję się widokiem jedzącego dziecka (mam to po mamie i babci), ale konwersacja w tle jest równie ciekawa. Dowiemy się z niej czego dzidziusiowi nie będzie wolno dotykać i dlaczego! Poza tym grzyby, ośpringi, zabawy z tatą. Na samym końcu dowiedzieć się można dlaczego bycie ojcem nie należy do zajęć prostych i wypoczynkowych, ale jednocześnie można je zaliczyć do bardzo zabawnych :)


ps. A propos żywienia dziecka: dziadku, mam nadzieję, że syn żartował twierdząc, że dostał od Ciebie niedawno lizaka :] Jeżeli nie, to interpretuję to jako dobrowolne zgłoszenie się do asysty przy pierwszym samodzielnym wyjściu do stomatologa. Ostatni przegląd w przedszkolu przegapiliśmy z powodu zapalenia oskrzeli, więc bardzo się cieszę, że mamy wolontariuszy do pójścia do dentysty. I jeszcze jedno na koniec: plomba mi wypadła. Wspomnij te kolorowe landrynki w przeźroczystych woreczkach z naszego dzieciństwa :) Te, co to wszyscy jedliśmy, a każdy omijał białe. Gdybym wiedziała jak to się skończy, to bym tego dziadostwa do ust nie wzięła. Buhuhu, kto ze mną pójdzie do dentysty?!

środa, 17 grudnia 2014

Świnki w kocykach

Nie jestem dobra w zabawach, które wymagają aktywności fizycznej. Ciąża to wymówka ;) Nie znoszę sportu, chyba że to spacer, rower albo pływanie. Z pływania i tak najbardziej lubię leżenie na plecach i wygrzewanie się w słońcu na spokojnej tafli jeziora.
Tak więc kiedy zostaję z synem sama wymyślam zabawy atrakcyjne dla nas obojga. Wspólne przygotowanie świnek w kocykach wg Nigelli było naprawdę świetną zabawą dla wszystkich uczestników. A na końcu można coś zjeść, idealna zabawa ;) Poza tym muszę po cichu przyznać, że kocham moją nową kuchnię i uwielbiam w niej spędzać czas...


 Wspólne pieczenie na razie nam nie wychodzi. Za dużo precyzji jest wymagane i za mało przy tym babrania w cieście. 

wtorek, 16 grudnia 2014

Uklepam, uklepam czyli jak się robi babki

Kilka migawek z lata 2014, tym milszych, że dziecko w pewnym fragmencie bardzo rozmowne. Zatrzymać ten okres rozwoju mowy to najważniejsze zadanie dla moich filmów obecnie :) Bo co buzię otworzy to piękne stworzenie, to inne genialności z niej się wysypują!


poniedziałek, 15 grudnia 2014

A tydzień owy trzydziesty i trzeci

Okazuje się, że jednak da się w miarę regularnie dokumentować ciążę numer 2! Szczególnie jak się ma zabawny brzuch, sterczący jak piłeczka (no, piłka lekarska powiedzmy) i przy odrobinie współpracy ze strony czarnych bluzek można straszyć ludzi zabawą  pojawiam się i znikam...
Nie ma, jest, nie ma, jest :)
























Wczoraj w Superpharm zdecydowanie wystawiałam go na pokaz, jak zobaczyłam kolejkę 3x zawiniętą dookoła sklepu. A skończyło się tak, że mimo wszystko po 3 min. zrezygnowałam z uczestnictwa w tym cyrku i zarządziłam natychmiastowy odwrót. Cierpliwość moja jest minimalna obecnie i nie mam ani sił ani czasu na takie zabawy jak kolejki w sklepach. Wróciliśmy więc do domu zrobić kilka pamiątkowych zdjęć, bo już za 1,5 miesiąca pożegnam się z moją podskakującą piłeczką, która kryje w sobie - jak się okazało - dziecko większe niż to pierwsze i uwaga... posiadające ponoć włosy na głowie!!! Czyżby tym razem mały Skoczek? :)


 Ale mas smiesny pępek - podsumował starszy brat :)




wtorek, 9 grudnia 2014

Kaktus i lodzik, czyli dwie okładki dla dwóch dziewcząt

Pierwszy raz szydełkowy ornament zastosowałam za okładce dla małego Myszonka. Efekt ogromnie mi się podobał, ale nie miałam już później natchnienia i czasu, aby powtarzać te próby. Od czego jest jednak "leżące" L4. No tylko szydełko pasuje do ręki, kiedy się w pozycji półleżącej spędza wieczory. Tak powstał więc kaktus dla Bogny (interpretowany wcześniej na podstawie fragmentu zdjęcia jako gąsienica - hmmmm, świetny pomysł na kolejną okładkę! :)) i lodzik dla Lilki - mojej bratanicy!
Żeby nie płakały na szczepieniach :)


 

 Zapomniałam nałożyć róż na policzki lodowej panienki. Niedopatrzenie :)

sobota, 6 grudnia 2014

Trzecie urodziny Kajetana

Tym razem post spóźniony dokładnie pół roku i całkowicie niemikołajkowy. Dziecko nasze urodzone 6.06. w Mikołajki obchodzi wesołe nieurodziny zwane "i pół".  Niechaj więc w ten zimowy dzień na chwilę zaświeci czerwcowe słońce.
Kajtuś dostał kilka pięknych prezentów, ale czekał na ten jeden, obiecany już wcześniej...






 I mamuśki z całkiem małymi wówczas brzuchami :)

czwartek, 4 grudnia 2014

Prezent na Roczek dla... mamy!

Jestem wielką zwolenniczką teorii, że prezenty z okazji ukończenia przez dziecko pierwszego roku życia należą się przede wszystkim mamie :) Niestety dopiero niedawno na to wpadłam i wprowadzam w życie.
No bo czyją zasługą jest to, że to raczkujące/dreptające cudo takie uśmiechnięte? Że zaszczepione? Że tak uroczo ubrane na imprezę i że tort tak wspaniale udekorowany?! A że ząbki umyte, choć tylko dwa? A że sesja zdjęciowa umówiona albo już odbyta? A czy ktoś dostrzega kwiaty na stole? Że kolor serwetek pasuje do kubeczków, a bobas potrafi trzymać łyżeczkę? Nie ujmując żadnemu ojcu, którzy - wiem to na przykładzie mojego Skoczka - kochają nad życie, martwią się i starają, jest to zasługa głównie mamy tego dorodnego bobasa. A przyjrzyjcie się jej - nie otwiera dziadkom drzwi z kokonem na głowie i w bluzce, którą nosiła przez 2 tygodnie po porodzie. Jest piękna. Jeszcze znalazła czas, aby zadbać o siebie.
Prezenty należą się każdej mamie, która w urodzinowy tort wkłada świeczkę z cyferką 1, z miłością w oczach dekoruje ten tort różyczkami albo kremem wypisuje dziecięce imię i nie wiadomo jak to w ogóle możliwe, wcale nie pada na twarz ze zmęczenia. Wręcz przeciwnie, uśmiecha się... a przecież w nocy znowu wstawała, a dziecko ma w dniu urodzin 37,7 st. temp. nie wiadomo dlaczego. 
Wszystkim mamom, które mają to już za sobą, wszystkim, które właśnie to przeżywają i  - tak jak ja - znowu to przeżyją, składam urodzinowe życzenia :) I zachęcam do robienia prezentów nie tylko dla tych pięknych bobasów, ale również dla ich mam. Jestem przekonana, że ja dostałam prezent od swojej mamy za pierwszym razem, tylko dziś już  nie pamiętam co. Jednak obiektywnie rzecz biorąc byłam niewyspana, tylko tego nie czułam. To się wtedy nazywało "norma" ;)
To mój drobny upominek dla jednej z opisanych wyżej milionów mam, która za kilka dni skończy  Rok. I zaczyna kolejny, dużo łatwiejszy.

























Ewidentnie coś tam się w środku wypasa :)
























wtorek, 2 grudnia 2014

Kajetan performer i nauczyciel

Nieczęsto nasze dziecko skłonne jest do dzielenia się z nami swoim bogatym zasobem piosenek, wierszy itd. Wyłapujemy wszystko "przy okazji". Prośbą trudno to wydobyć, ale czasami się zdarza!  W tym filmie dwie piosenki, jedna bajeczka i na koniec: jak Kajetan tracił cierpliwość wobec opornego na naukę dziadka... :)


piątek, 28 listopada 2014

Nagroda, która mi się nie należała

Świecką tradycją stała się w naszej rodzinie wycieczka do kawiarni po wizytach lekarskich (moich, dziecka, obojętnie), aby uczcić dobre wieści. W tej ciąży mam niskie wymagania: brak złych wieści oraz informacja, że "nie jest gorzej" jest dobrą wieścią. Więc choć nie zasłużyłam według ojca moich dzieci, bo mogłam sobie podarować przyniesienie przedwczoraj do domu chemii do zmywarki, to wieści są takie, że nie jest gorzej, a więc jest co świętować :) Nadal muszę leżeć ile się da, nie wolno mi prawie nic i Duphaston będę łykać do samego końca, ale nie jest gorzej! :)
Nagroda:


Na szczęście to nie wymaga podnoszenia rąk, dźwigania, schylania się i prowadzenia samochodu. Bo bez tego to już bym się nie obyła :)




niedziela, 23 listopada 2014

Statek kosmiczny

(czyli zabawa na dwie godziny!:)
Kiedy byliśmy mali, to budowaliśmy z moim bratem dom z krzeseł, puf, stołu i koca. Był doskonały, miał nawet okna. Dach naprawialiśmy dachówkami z książeczek z twardą oprawą. Tego typu kryjówki były jedną z moich ulubionych zabaw.
Kajetan długo nie interesował się budowaniem tego typu konstrukcji. Jedno indiańskie tipi z tesco już przewinęło się przez nasz dom. Tyle, że teraz już byśmy się do niego nie zmieścili. Poza tym po wyjściu z niego nasze naelektryzowane włosy (czyt. pióra) stały dęba :)
Zbudowaliśmy więc coś całkiem autorskiego, kiedy taty nie było w domu...





Był nawet niskobudżetowy catering pokładowy:

Oraz przynajmniej jeden doświadczony kosmonauta.























Najbardziej podobało mi się kiedy Kajetan przykrywał kocykiem Prosiaka i Kłapouchego, całował na dobranoc i mówił "No dooobla, tlochę was pogłaszczę. Ale tylko chwilkę!". No jest jakaś szansa, że mi ktoś poda szklankę wody na starość :D

piątek, 21 listopada 2014

Jeszcze tylko róż na policzki...

... i już jesteśmy gotowi poznać Bognę. Zapraszamy na kawę w sobotę :) Oczywiście z rodzicami, przyjaciółmi i całym bobasowym majdanem!


czwartek, 20 listopada 2014

Co bawi 2,5 latka?

Ustalono już dawno temu, że może dziecko nasze nie odziedziczyło włosów po tacie, może oczu nie odziedziczyło, może też nie odziedziczyło zębów, ale jedną rzecz z całą pewnością ma po ojcu. Poczucie humoru :) No nie jest to poczucie humoru dla wymagających ;)


Mnie najbardziej cieszy to, że jeszcze kilka dni i będę na bieżąco z montowaniem filmów. Przede mną największe wyzwanie: montaż filmu z wakacji nad Bałtykiem, potem obrobienie tego co na telefonie i... jestem na bieżąco! Jupi :) 


środa, 19 listopada 2014

Korfu cz. 2

Tym razem rejs statkiem, oczywiście kilka pięknych plażowych budowli, zabawy w wodzie oraz tata Skoczek zjeżdżający na wielkiej zjeżdżalni. Dlaczego nie zjechał drugi raz? Niech sam się wytłumaczy. A końcówka tradycyjnie sentymentalna, a zaczyna się od fragmentu, w którym dziadek wykazuje się refleksem godnym młodzika, a nie emeryta :)


poniedziałek, 17 listopada 2014

Korfu cz.1

Film z wakacji zmontowałam 2 miesiące temu, zapisałam projekt i... przy każdej próbie zapisania filmu na dysku dostawałam w twarz komunikatem o błędzie. Pliki tymczasowe, które tworzy WMM przy edcyji filmów dłuższych niż 15 min paraliżują mi komputer. Nic dziwnego, że do kolejnej próby musiałam ochłonąć. Teraz mam jednak silną motywację do wyjścia z zaległości i zaczynam dziś! 
Pierwsza część filmu pamiątkowego z wakacji, czyli plaża, kąpiele, strach przed wodą falującą i kapiącą, odkrycie nowego hobby jakim jest jogging, budowanie zamków z piasku.  Szczurek lądowy zaprasza na film :)



piątek, 14 listopada 2014

Pokochać PKP

Już się nie da :) Nie w moim przypadku, po tym jak już się kilka ekstremalnych historii przeżyło. Na przykład wycieczkę na pielgrzymkę papieską, kiedy to prawie oknem wypadłam, bo ludzie pchający się do WC wypychali tych na korytarzu oknem. Szczytem była oczywiście podróż pewnego 30 września (roku 2007?) na trasie Nowy Tomyśl - Poznań, kiedy to cudem wcisnęliśmy się ze Skoczkiem do pociągu, a kolejne 40 min spędziliśmy w objęciach w pociągowym WC, bo tylko tam było miejsce. Oprócz nas w tym samym WC były jeszcze dwie inne osoby i pies. Pamiętam, że wtedy z przedziału ktoś zaczął się pchać do kibelka, a jakiś chłopak krzyknął: "Pani! Gdzie!? Gdzie się kobieto pchasz? Chyba nie sikać, bo w kiblu są już 4 osoby i pies!". No ale wiadomo, było się młodym, biednym i niezbyt rozpuszczonym, więc można powiedzieć: przygoda.
Za przygodę do dziś nie uważam wszystkich zboczeńców-ekshibicjonistów, których również spotkałam w pociągach kilkakrotnie.
No i tym optymistycznym wstępem... :) :) :) Miałam napisać jak miło było z synem w pociągu! No bo jak wiadomo nie od dziś, największym plusem posiadania dzieci jest fakt, iż można sobie zresetować twardy dysk i zacząć życie od nowa, poznawać je z dzieckiem, cieszyć się rzeczami małymi, dla nas - dorosłych - już bez wartości. W ramach tego projektu ja postanowiłam się przeprosić z PKP, a Skoczek w zeszły weekend z korowodem na dzień św. Marcina.

Nasz piękny dziedzic, jako prawdziwy przedstawiciel swojej płci, fascynuje się środkami lokomocji, więc wycieczka do babci i dziadka pociągiem to była przygoda. Ja się tak pozytywnie nastawiłam do całości, że zapomniałam zupełnie, że inni ludzie nie jadą na wycieczkę, tylko w jakimś poważniejszym celu udają się w podróż. Normalny pociąg to nie Maltanka, zapamiętać! ;] 
Przede wszystkim nie wiedziałam, że podróżnych jest aż tylu! Kolejki do kas na 30 min stania, na szczęście pojawiły się na dworcu biletomaty. Wchodzimy do pociągu - pięknego, pachnącego, nowoczesnego, tramwaj przypominającego - i szok. Wszystkie miejsca zajęte. A ja z 3-latkiem i brzuchem... Oczywiście wszyscy ślepi, udają że mnie nie widzą. Przyzwyczaiłam się już do tego, niczego nie oczekuję w danym konkretnym momencie, ale jak już sobie to przemyślę po czasie, to trochę mi smutno. Każdy pilnuje swojego miejsca jak niepodległości. Żeby nie było wątpliwości, że NIE WIDZĘ CIEBIE * TWOJEGO DZIECKA * TWOJEGO BRZUCHA * JAK CI SIĘ NIE PODOBA, TO MOGŁAŚ JECHAĆ SAMOCHODEM należy włożyć do uszu słuchawki i studiować niczym Pismo Św. zawartość swojej pirackiej playlisty na telefonie.

Wymiękłam w ostatnim wagonie przy dziewczynach, które same zajmowały 2 fotele, a fotele obok nich zajęte były przez ich torebki i torby z H&M. Po prostu stanęłam, powiedziałam (bardziej stwierdzając niż pytając) Wolne (?) i zaczęłam rozbierać Kaja. Nie miały wyjścia.
Faktem, że moje dziecko ma własny fotel w pociągu cieszyłam się mniej więcej do Plewisk :) Potem objawiła się moja nauczycielka od fizyki i profesjonalnym zagraniem zrzuciła moje dziecko z fotela i umieściła ja na moich brzuchatych kolanach :) Wow, nie wiedziałam, że można się zwracać do dziecka jednocześnie ignorując jego istnienie. No cóż, przyjęłam to z pokorą, wciąż ciesząc się, że ja zachowałam swój fotel, bo nie pojawił się żaden ksiądz na przykład. I resztę podróży spędziłam na robieniu niewinnych min pt. "Nie, to nie ja, nie pamiętasz mnie z liceum". Powiedzmy sobie szczerze, na pewno mnie nie pamięta, tym bardziej, że talentem do fizyki nie grzeszyłam ;)

Dojechaliśmy w 38 min, jak miło! Widok taty/dziadka na peronie był jak zbawienie! A potem jeszcze babcia znalazła na wycieraczce małego podróżnika z plecaczkiem (tata i ja się schowaliśmy), a nie spodziewała się, że przyjedziemy.


Kajtek był naprawdę przejęty i szczęśliwy, więc summa summarum podróż uznaję za udaną. Najwspanialszą częścią podróży, co sobie dobitnie przypomniałam w ten październikowy weekend, jest ten moment kiedy wjeżdża się już na peron, a tam ktoś na nas czeka...

 Dialog w czasie oczekiwania na pociąg powrotny (spóźniony 20 min, ponieważ to jest Polska i pociąg jadący z Zielonej Góry, w słoneczną niedzielę ma prawo spóźnić się i godzinę i dwie).

- I byliśmy z dziadkiem w Zoo wies? Ale dziadkowi się nie podobało i mówił, że nie może patseć na te małpy, bo one mają takie gołe pupy!
- A to ci dziadek! Jakby małpy nie widział - ripostuję.
- No właśnie! A psecies one nie mają gołej pupy, bo mają ogony! I kupę robią jak siedzą na dzewie, wies?

Wiadomo, kupa, rzecz fundamentalna :)  Nad każdą należy się pochyli, każdą docenić, a niektóre nawet koniecznie POPACHNIEĆ.



wtorek, 11 listopada 2014

Sukulenty się panoszą

Pisałam niedawno, że w szale zakupów nabyłam zdecydowanie więcej roślin, niż było mi potrzebne. Chyba miałam przeczucie, że kolejny tydzień spędzę w domu, a wielkim wyczynem będzie dla mnie umycie głowy. Przebranie się z piżamy w spodnie od jogi uznaję za równoważne godzinnemu szykowaniu się z przeszłości, a wyjście na obiad do restauracji (wysadzona pod drzwiami, odebrana spod drzwi) to już był Everest moich obecnych możliwości. W czwartek muszę o tym poważnie porozmawiać z lekarzem prowadzącym tę - dużo bardziej wymagającą - ciążę.

Zajęłam się więc tym, czym ciężarna z nakazem oszczędnego trybu życia zająć się może. Uprawą mojej niedorzecznie dużej kolekcji sukulentów.  Słój przeznaczony na ten cel czekał cierpliwie około pół roku, a kamienie przywiozłam z wakacji. Skoczek skomentował je bezlitośnie: nazbierałaś najbardziej nijakich i pospolitych kamieni, jakie tylko natura mogła stworzyć. Spójrz na moje! I tym samym waga bagażu skoczyła z 13 kg na 19,5 kg. No, feta i oliwa też się do tego przyczyniły :)

Efekt jest piorunujący! Trudno nacieszyć oczy tym widokiem mikroświata zamkniętego w słoju. Nie możemy się napatrzeć, +10 do feng shui ;)
























Oczywiście trudno powiedzieć, jak to będzie wyglądało za miesiąc. Część roślin się pewnie nie przyjmie, część zacznie dominować, na pewno trzeba będzie kontrolować rozrost. Myślę, że sobie z tym poradzę. I jest to jednak dużo mniejsze wyzwanie niż dbanie o akwarium w stylu japońskim, które oboje chcielibyśmy mieć ;) Jeżeli sobie nie poradzę, to strzelam focha, bo sukulenty są podobno naprawdę łatwe w uprawie. Od kilku miesięcy mam już jedną kompozycję z tymi roślinami, prezent od Michelle i trzyma się świetnie, rozwija wspaniale. Zapowiadam również wszystkim przyjaciółkom, że w najbliższym czasie będą otrzymywały roślinne podarunki, bo moja hodowla (i szkółka służąca rozmnażaniu co ciekawszych okazów) jest tak pokaźna, że produkcja słoików nie skończy się na moim "terrarium". Jeżeli do końca ciąży będę musiała leżeć, to stawiam na rośliny, szydełko, książki i porządki na kompie!


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails