niedziela, 26 stycznia 2014

Żółta łódź podwodna

Produkcji maskotek ciąg dalszy. W dzisiejszym odcinku rzecz, która dla naszego dziecka jest równie ważna jak spanie, jedzenie i oddychanie - łódź połodna. Nawet się cieszę, że ma jakąś obsesję, bo zaczynałam się martwić (matce nie dogodzisz, nawet jeśli wszystko jest super, to i tak zacznie wyszukiwać dziury w całym), że się nie potrfai do niczego przywiązać i nic nie interesuje go dłużej niż 1 dzień. A jednak, jest nią josioli (miesiąc temu), jeloł siomarin (obecnie), po polsku łódź połodna. Oprócz tejże, interesują go również statki, a najbardziej katastrofy z ich udziałem oraz łodowanie. Szczególne emocje wzbudza łodowanie duziej łódki na łodzie.



Skąd się wzięła jeloł siomarin, to oczywiście wiadomo. Chcieliśmy czy nie, zostaliśmy fanami The Beatles. Kto by pomyślał, że jeszcze nam się to przytrafi :) A pomyśleć, że staliśmy się posiadaczami Guitar Hero - The Beatles całkiem przypadkowo, dostaliśmy ją jako gratis do jakiejś innej gry. No i Ringo nam rośnie.


Dokładnie w tej chwili Ringo robi absolutnie wszystko, aby nie pójść spać. Walka trwa, Tata Skoczek traci przewagę...

środa, 22 stycznia 2014

Ja [serducho] babcię i dziadka!

Oczywiście podpisuję się pod niniejszym wyznaniem. Babcie mam 2 i obie wspaniałe, dziadka nie posiadam, ale równie ciepło o nim myślę (chociaż również karcę, karcę za to, że o zdrowie nie dbał, objawy bagatelizował i nie ma go wśród nas!).


A Pączek mówił, że życzy dziadkom 120 lat życia w zdrowiu, prababciom 130 lat. Dziadkowi kanki na jeżyny, bo będą latem jeździć, a babci sprawnych rolet w dużym pokoju, bo jak dojdzie XBOX z Kinectem, bo bedzie sie działo, bedzie zabawa, bedzie radośnie! No i wiadomo: zdrowia, zdrowia, zdrowia i samych pozytywnych myśli!


 Ja nie dam rady zrobić "sesji" mimo zapalenia oskrzeli?! Ja nie dam rady?! ;) No dobra, muszę przyznać, że miałam fantastyczną asystentkę sesji.




wtorek, 14 stycznia 2014

Wóz strażacki

Rozmawiamy sobie pewnego dnia z moją koleżanką Anitą na temat ulubionych zabawek naszych synów. Ja mówię: łódź połodna, Anita na to: wóz strażacki. I nic by w tym nie było problematycznego, gdyby nie to, że Antoni ze swoim wozem strażackim chodzi spać! Nie jest łatwo wgramolić się do łóżka z wielką plastikową zabawką. A nie chcemy przecież, aby dziecku wbijała się w nocy drabina w pupę. Sprawdzam więc na Allegro - nie ma maskotki w kształcie wozu strażackiego. Cóż za niedopatrzenie! Łodzi podwodnej zresztą też nie ma. Ja nie wiem jak to możliwe... jak żyć z małym chłopcem w tej sytuacji, jak żyć? ;)
Lukę postanowiłam wypełnić.



Po kolei. Wycięłam poszczególne elementy wozu:


 Dokonałam przymiarki, aby sprawdzić, czy wszystko się zgadza i do siebie pasuje. Ostatecznie wąż mocno skróciłam, aby pojawiła się tam przestrzeń, a wyżej miejsce na drabinę.


Z kawałka materiału wycięłam kształt o ok. centymetr większy niż kształt wozu i naszyłam wzór z filcu. Następnie uzupełniłam wszystkie szczegóły. Oddałam też do oceny specjaliście i otrzymałam zwrotkę z uwagą, że dziabina jest źle i że nie ma strazaka, oj nie ma. No cóż, z drabiną nic się nie dało zrobić, ale strażaka szybko stworzyłam i doszyłam. Taki angielski mi wyszedł, w żółtym kostiumie. Pewnie dlatego, że sugerowałam się strażakiem z Peppy ;) 


A na końcu wypchałam wypełniaczem do poduszek i zszyłam. A takie ładne zdjęcie zrobił w niedzielę Pączek:



niedziela, 12 stycznia 2014

Pomysł na zabawę - wycinanki

Niełatwo jest nam syna zainteresować zabawą, oj niełatwo. Zainteresowań to on ma mnóstwo, ale poświęca im minutę, góra dwie. Potrafi 10 min prosić o granie z tatą w Guitar Hero, po czym traci zainteresowanie zabawą w momencie ujrzenia na tv game loading. Staramy się więc podchodzić do zabaw kreatywnie, a do wszystkiego recyclingowo :) A tak nawiasem mówiąc, gdybyśmy mieli zabawki kupować w takim tempie, w jakim nasz potomek się nimi nudzi, to już bym mogła otworzyć Smyka 2 w wersji second hand. Naprawdę krew mnie zalewa, kiedy czasami podzielę się z kimś refleksją na temat tej zabawy w stylu zmiennnym, a w odpowiedzi słyszę Tak, te dzisiejsze dzieci mają za dużo zabawek, więc niczym się nie interesują. No cóż, to naprawdę nie nasz przypadek!
Zasadniczo można powiedzieć, że od czasu tego wpisu nie tak wiele się zmieniło. Nasz pomysł na zabawę jest więc następujący: odpowiedzieć sobie na pytanie, co kocha nasze dziecko? Odpowiedź brzmi: Peppę. Co mamy w domu z Peppą, co można wykorzystać? Starą książeczkę, w której były naklejki i rebusy, wszystko już ponaklejane i rozwiązane. Gdzie są nożyczki?! :)


Wycięliśmy z niej mniej więcej równo fajne pojazdy i postacie.


Następnie podkleiliśmy je taśmą klejąca z tyłu i dodaliśmy tekturowe stojaczki (z kartonu wycięte paski, zgięte w literę L).



I świat Peppy gotowy :) To nic, że skale tych postaci są różne, Pączek tego nie zauważył. A z taką różnorodnością wyciętych elementów można wymyślić naprawdę wiele historii. 






Oczywiście nasze dziecko najbardziej interesuje lądowanie niekoptera w zakątku Peppy i lot rakiety. Polecam Wam spojrzeć łaskawym okiem na stare ksiażeczki, bo może jest w nich coś ładnego do wycięcia?




Pozwolę sobie również w poście tym niedzielnym pochwalić mojego synka. Rano pospał prawie do 8:00, potem do 9:00 każdy robił to, co lubi robić najbardziej (ja spałam, Skoczek grał w Assasin's Creed, a Pączek oglądał Roszpunkę) i w sumie do 12:30 biegaliśmy w piżamach. Już prawie zdecydowałam się na przywdzianie jakiegoś przyzwoitego stroju, kiedy syn przytargał mi do łóżka wiersze Tuwima w wydaniu Naszej Księgarni i czytaliśmy każdy wiersz i podziwialiśmy rysunki. Słodka niedziela :)



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Co to są sierchy, czyli o języku 2,5 latka

Z tego filmu dowiedzieć się można kim są sierchy, dzidziurka, co pływa na wodzie i pod wodą, z czym się jada lody i gdzie śpi jeściurra. Kiedy to nagraliśmy? W niedzielę styczniową 2014 r. Pogoda była wczoraj jak w kwietniu, korzystamy więc z życia i posiadania bardzo słodkiego stworzenia u boku :)



niedziela, 5 stycznia 2014

Fotki z telefonu


Na pierwszych zdjęciach mamy Muzeum Archeologiczne i małego Indianę w swoim żywiole. Tak bardzo nie dawał się oderwać od tej przeszklonej trumny, że postanowiłam zupełnie wyluzować i zająć się sobą, a mianowicie przestudiować całe drzwi gnieźnieńskie, do których się w Gnieźnie nie dopchałam. Z transu wybił mnie karcący męski głos mówiący w stronę jakiegoś dziecka Oj nie! Tak nie należy się zachowywać! Matczyne serce podpowiedziało mi, że te miłe słowa skierowano do mojego dziecka. Wychynęłam zza winkla niczym jakaś postać z kreskówki, na twarzy zażenowany uśmiech mówiący wszystko, czyli Jam matka, proszę o wybaczenie. I widzę jak jakiś tata i jego dwójka starszych dzieci otrzepują się z piachu. Stanowczym gestem wyrwałam pędzel z rąk dziecka mego niezadowolonego, nie zważając na głośne protesty (no nikt nie lubi jak mu się pracę przerywa w połowie) i wyniosłam go do sali obok, gdzie na powrót mogłam spuścić to szatańskie nasienie ze smyczy ;) Mimo, że wejście do muzeum tego dnia było wolne (co nas zaskoczyło), to zwiedzających nie było, oprócz pechowej rodzinki, której piach w zębach chrzęszczał na pewno do wieczora. Tak więc mieliśmy względny rodzicielski spokój. Odnieśliśmy nawet pewne małe (ale jakże cieszy) zwycięstwo wychowawcze! Rozeszło się o puzzle z obliczem faraona w Kąciku Małego Odkrywcy. Puzzle zostały ułożone, a następnie zrzucone ze stolika, a winowajca jak gdyby nigdy nic udał się w stronę wyjścia! O nie! Nawrotka i do znudzenia powtarzane Proszę to posprzątać. A on, że nie [uśmiech zwycięsko-zawadiacki] . A ja, że tak [przebiegły uśmiech osoby posiadającej znaczną przewagę wzrostu]. Soczek, że oczywiście tak [bez uśmiechu]. Ja na to, że poczekam. Na szczęście obok była ławka, gdyż nie zdolnam wystać dłużej niż 5 min. Za dużo sportu, jak dla mnie ;)  Wojna była na nerwy i do samego końca ważyły się losy naszego zwycięstwa. W pewnej chwili szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę małolata, gdyż tata Skoczek w akcie desperacji zaczął używać siły w celu ukierunkowania dziecka na puzzle. Jak łatwo sobie wyobrazić, syn nasz stosując różne sposoby przemieszczania się, starał się raczej od układanki oddalać. Co sądziło dziecko o takiej interwencji? No w to mu graj, uwielbia udawać bezwład chichrając się przy tym w niebogłosy. Zarządziłam natychmiastowe wycofanie się mojego Skoczka na wcześniej wskazaną pozycję ławkową i nakazałam spokój oraz opanowanie. Mamy czas.



Nasze zwycięstwo zawdzięczamy czasowi oraz pani kustoszce, która postanowiła pooglądać przedstawienie z bliska i tym samym pozwoliła zmaterializować się groźbie Oj zobaczysz, przyjdzie zaraz Pani i się zapyta czemu tu taki bałagan! No i voila, puzzle trafiły na swoje miejsce, ale dziecko nie dało się pokonać moralnie i do końca potyczki zachowało promienny uśmiech, który nie pozostawił złudzeń. Drodzy rodzice, to niewinny trening przed tym co jeszcze nastąpi. Sprawdzam Was! ;)


 



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails