niedziela, 5 stycznia 2014

Fotki z telefonu


Na pierwszych zdjęciach mamy Muzeum Archeologiczne i małego Indianę w swoim żywiole. Tak bardzo nie dawał się oderwać od tej przeszklonej trumny, że postanowiłam zupełnie wyluzować i zająć się sobą, a mianowicie przestudiować całe drzwi gnieźnieńskie, do których się w Gnieźnie nie dopchałam. Z transu wybił mnie karcący męski głos mówiący w stronę jakiegoś dziecka Oj nie! Tak nie należy się zachowywać! Matczyne serce podpowiedziało mi, że te miłe słowa skierowano do mojego dziecka. Wychynęłam zza winkla niczym jakaś postać z kreskówki, na twarzy zażenowany uśmiech mówiący wszystko, czyli Jam matka, proszę o wybaczenie. I widzę jak jakiś tata i jego dwójka starszych dzieci otrzepują się z piachu. Stanowczym gestem wyrwałam pędzel z rąk dziecka mego niezadowolonego, nie zważając na głośne protesty (no nikt nie lubi jak mu się pracę przerywa w połowie) i wyniosłam go do sali obok, gdzie na powrót mogłam spuścić to szatańskie nasienie ze smyczy ;) Mimo, że wejście do muzeum tego dnia było wolne (co nas zaskoczyło), to zwiedzających nie było, oprócz pechowej rodzinki, której piach w zębach chrzęszczał na pewno do wieczora. Tak więc mieliśmy względny rodzicielski spokój. Odnieśliśmy nawet pewne małe (ale jakże cieszy) zwycięstwo wychowawcze! Rozeszło się o puzzle z obliczem faraona w Kąciku Małego Odkrywcy. Puzzle zostały ułożone, a następnie zrzucone ze stolika, a winowajca jak gdyby nigdy nic udał się w stronę wyjścia! O nie! Nawrotka i do znudzenia powtarzane Proszę to posprzątać. A on, że nie [uśmiech zwycięsko-zawadiacki] . A ja, że tak [przebiegły uśmiech osoby posiadającej znaczną przewagę wzrostu]. Soczek, że oczywiście tak [bez uśmiechu]. Ja na to, że poczekam. Na szczęście obok była ławka, gdyż nie zdolnam wystać dłużej niż 5 min. Za dużo sportu, jak dla mnie ;)  Wojna była na nerwy i do samego końca ważyły się losy naszego zwycięstwa. W pewnej chwili szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę małolata, gdyż tata Skoczek w akcie desperacji zaczął używać siły w celu ukierunkowania dziecka na puzzle. Jak łatwo sobie wyobrazić, syn nasz stosując różne sposoby przemieszczania się, starał się raczej od układanki oddalać. Co sądziło dziecko o takiej interwencji? No w to mu graj, uwielbia udawać bezwład chichrając się przy tym w niebogłosy. Zarządziłam natychmiastowe wycofanie się mojego Skoczka na wcześniej wskazaną pozycję ławkową i nakazałam spokój oraz opanowanie. Mamy czas.



Nasze zwycięstwo zawdzięczamy czasowi oraz pani kustoszce, która postanowiła pooglądać przedstawienie z bliska i tym samym pozwoliła zmaterializować się groźbie Oj zobaczysz, przyjdzie zaraz Pani i się zapyta czemu tu taki bałagan! No i voila, puzzle trafiły na swoje miejsce, ale dziecko nie dało się pokonać moralnie i do końca potyczki zachowało promienny uśmiech, który nie pozostawił złudzeń. Drodzy rodzice, to niewinny trening przed tym co jeszcze nastąpi. Sprawdzam Was! ;)


 



3 komentarze:

  1. Bosko!Dla mnie;) Tak bym czytala i czytala:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę fotkę z samochodu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Adam stwierdził, że powinnaś książkę napisać...hmmm;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails