środa, 16 lipca 2014

Metallica by request

Kto myśli, że macierzyństwo ogranicza, musiałby mnie zobaczyć w ostatni piątek na Stadionie Narodowym, kiedy to w emocjach (i wypastowanych na błysk Grindersach wykopanych z samego dna szafy) czekałam na wyjście Metallici na scenę :) Myślałam, że zemdleję z przejęcia, tym bardziej, że byliśmy całkiem blisko sceny w Golden Circle. Zawsze chciałam być na DUŻYM koncercie, a jeżeli jest to koncert jednego z ulubionych zespołów czasów nastoletnich, to tym lepiej. A jeśli ten zespół gra playlistę wybraną przez fanów, czyli aboslutnie największe hity, to już prawdziwy szczyt marzeń. Skoczkowi również udzieliła się atmosfera święta muzyki i również był zachwycony. Poza tym byliśmy we dwoje, jakby młodsi o 15 lat, zakochani, trzymający się za ręce, podekscytowani, czuliśmy się jak nastolatki :)))) Tylko lepiej, bo stać nas na hotel koło stadionu i śniadanie następnego dnia, a nie tylko na suche bułki z pasztetem ;) 

Przed koncertem zarządziłam jedzenie, bo wiedziałam, że do północy nie wytrzymam bez kolacji. I powiem tak: koncerty na Narodowym to nie impreza dla wegetarian. Wymijając slalomem setki ludzi siedzących na chodniku i jedzących kiełbasę z rusztu, dopchaliśmy się do kolejki zakręcającej kilka razy w kierunku siwego dymu. Jak już się dobiliśmy do stoiska z jedzeniem, Skoczek radośnie poinformował "A wiesz, że ten szaszłyk kosztuje 30 zł?" i popił najdroższą colą w swoim życiu w cenie 9 zł za 0,5 l . Bosko :) Nie dość, że muszę jeść mięso, to jeszcze kosztujące majątek. Ale nawet jedzenie kosmicznie drogiego kawałka  mięsa na krawężniku, w otoczeniu fanów rocka, nawet to miało swój urok. 
A potem zaczął się koncert i przeżyłam to wszystko bardzo mocno! Na kilku kawałkach wzruszyłam się strasznie, a to to już był szczyt emocji:


W pewnym momencie zgasły światła. Czekam w napięciu: co teraz? co teraz? I nic. Patrzę na Skoczka, pytam: co teraz? A on na to: już koniec. KONIEC? Jak to koniec, przecież jesteśmy tu dopiero kilka chwil. Nie kochanie, zagrali 18 kawałków z playlisty, jedną premierę i jedną piosenkę z dogrywki. A mają po 50 lat :) To niemożliwe, chyba doznałam jakiegoś zakrzywienia osi czasu...
***
A spełnianie marzeń sponsorowała firma Babcia&Dziadek sp. z o.o., która przygarnęła Chowańca i zapewniła mu tyleż samo emocji. Dziękujemy :)





4 komentarze:

  1. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce17 lipca 2014 00:20

    Słyszałam, że można żyć pełnią życia jak się ma dzieci, ale uważałam, że to taki mit jak Godzilla, a tu proszę MOŻNA ;D tylko, kurna, jakoś nam nie wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koncercie widzieliśmy na telebimach 7-latka w słuchawkach. W pierwszym rzędzie, na barana u taty. To był czad, wszystko się da ! :)

      Usuń
  2. Najpierw należy ukraść Akacji Babcię i Dziadka, a wtedy sprawa będzie załatwiona ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo tak jakos mniej wiecej w czasie kiedy dzieciak ma dwa lata, zaczynamy chyba znow myslec o sobie i wierzymy, ze jak na chwile wybedziemy bez malucha, to nikomu nic sie nie stanie, a wrecz przeciwnie:) Ja bardzo lubie podrozowac z corka, ale rownie entuzjastycznie nastawiam sie na jednodniowe czy weekendowe nawet wypady bez niej. No i pewnie ze sie da! Z nimi tez sie da. Nam sie ostatnio zachcialo ogladac w Grecji mecz z udzialem Holandii , ale nie w domu przed tv, a wsrod innych "pomaranczowych". Nic to ze mecz zaczynal sie o 23 czasu ichniego. Dziecko padlo na krzesle zaraz po rozpoczeciu, dostalo koc, dostalo propozycje przeniesienia do srodka na cos w rodzaju kanapy (nie skorzystalismy) i spala tak do samiusienkiego konca, a dogrywka i karne byly; wrod okrzykow. Fajnie bylo:)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails