wtorek, 19 sierpnia 2014

Na śliwki (czyli o jedzeniu i powrocie z wakacji)

Już koniec naszej wiejskiej sielanki u babci i wujostwa. Wróciliśmy do naszego życia. Praca, żłobek, od 1 września przedszkole, jesień w powietrzu. Jak powiedział wczoraj w radiu Tymański (mówiąc o lecie): Przychodzi taki dzień, że uświadamiamy sobie, że wszystko co miało się zdarzyć, już się zdarzyło.
Przy okazji tego postu muszę jeszcze napisać coś o jedzeniu. To że babcia karmiła nas jakbyśmy mieli startować w konkursie piękności matki i syna, to oczywiste. Ale to ile owoców zjadł przez 5 dni Kajetan - to niepojęte. Eko-żywność nabiera u babci innego sensu, bo wszystko pochodzi z babcinego ogródka i wujkowych drzewek owocowych. I po raz kolejny sprawdza się stara prawda, że można przeczytać każdą mądrą książkę o żywieniu dzieci, 50 blogów, 100 poradników, zasięgnąć rady każdej przyjaciółki, wyposażyć się w najładniejszą zastawę, najpiękniejsze śliniaki, wydać majątek na jedzenie, a i tak to co liczy się najbardziej to... dawać dobry przykład swoją postawą wobec dobrego jedzenia i naprawdę je kochać :)

W roli nauczyciela tym razem wujek "Gelad", czyli dziadek na zastępstwo :)


 Prawica.

Lewica.


Nawet ja miałam chwilę wątpliwości, czy 3 ogórki kiszone i kilka śliwek skończy się dobrze. Obawy nieuzasadnione :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails