poniedziałek, 1 września 2014

Pierwszy dzień w przedszkolu

Trzy refleksje dominują dzisiaj w mojej głowie. 
Pierwsza to taka, że wydaje mi się, że mój mały Pączek jest już taki duży, wyrośnięty i ... doświadczony. Zachowywał się w nowym przedszkolu tak profesjonalnie. Odnaleźliśmy jego szafkę, założył paputki, poszliśmy do sali. Dla mnie on dzisiaj był jak prawdziwy bohater. Wydaje mi się, że jest taki dojrzały. A w czasach kiedy ja chodziłam do przedszkola, to 3-latki były dla mnie (5-latki) jak niemowlaki. Mało który trzylatek w ogóle szedł do przedszkola. Wśród moich rówieśników najczęściej słyszę "poszedłem/poszłam dopiero do zerówki". Zerówki? Teraz to się nazywa szkoła podstawowa! Kajetan jest weteranem placówek opiekuńczo-wychowawczych i dzisiaj mocno to zaprocentowało :)

Po drugie, po raz kolejny zasłużyłam na tytuł Matki Roku: zapomniałam wziąć piżamy. Jako skarbniczka Klubu Złej Matki niniejszym powołuję do życia fundusz zapomogowo-wspierający. Co miesiąc będziemy wybierać najbardziej żenującą historię z serii  Porażki Macierzyństwa, a matka która wygra, otrzyma zapomogę w postaci herbaty i pamiątkowego zdjęcia.

Po trzecie, chyba spuchliśmy dzisiaj z dumy z tatą Skoczkiem, bo tak spokojnego dziecka jak nasze ze świecą można było szukać w tym chaosie.
No i jeszcze mam nadzieję, że mi go nie zepsują w tym przedszkolu, że opiekunki będą dla niego dobre, że pozwolą mu się rozwijać i nie stłamszą jego silnego charakteru, że pojeździ na tych samochodzikach na patio, że nie wypije za dużo "herbatki wiśniowej", że w ogóle coś zje, że będzie mu tam dobrze...
Ale wiem, że sobie poradzi, bo ma silny charakter po swoim tacie :)
Taka jestem dzisiaj z niego dumna, że trudno to opisać.
I pyta mnie:
- Mamusio, cemu ten chopiec płace?
- Chyba jest smutny.
- Wies, bo on może nie wie, że mama z tatą psyjdą po podwieczorku.

Wczoraj (ponieważ zasnął w samochodzie o 17:15 i spał do 6:15 dnia następnego) miałam wieczór relaksu. Haftowanie imion na pościeli i koncert Stanisławy Celińskiej śpiewającej piosenki o Warszawie.
Zdjęcia z telefonu.





5 komentarzy:

  1. Ufff, no to nam się skarby trafiły kochana. Zośka też była dzielna i nawet mi pomachała przez okno i buziaczka posłała. Gorzej ze mną. Bez beksy w aucie się nie obyło. I to śniadanie bez niej przy stole jakieś takie dziwne :( Ja się pytam: kiedy oni tak urośli? ps. ale oczywiście ciocie dostały wskazówki co do słodkich herbatek i "naturalnych" danonków ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym była nawet całkiem zadowolona z dzisiejszego menu (na obiad brokułowa i spaghetti z sosem bolońskim, a podwieczorek trafiony w 100% - koktajl truskawkowy, jogurt, herbatniki, banan - do wyboru) gdyby nie: "herbatka malinowa" na śniadanie, "soczek pomarańczowy" na obiad i woda z syropem wiśniowym na podwieczorek. A woda?! No ale generalnie - menu wygląda fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki Twój synek już duży! :) Mój ma dopiero rok, a już myślę o tym, jak to będzie w przedszkolu. Chcę go tam posłać jak będzie miał 3-4 latka. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale widać duży i dzielny chłopak, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails