niedziela, 26 października 2014

Na koniec II trymestru (27 tydzień)

Właśnie przeżyłam wstrząs. Weszłam na pierwszy lepszy kalkulator ciąży, żeby się dowiedzieć, który to tydzień (w drugiej ciąży, mając 3 latka człowiek LEDWO kojarzy w którym jest miesiącu), a tu informacja, że właśnie kończy się 2 trymestr mojej ciąży. WHAT?! A ja mam jeszcze tyle do zrobienia! Ciuchy niemowlęce leżą na stosach wszędzie, w workach poupychane, w szafach nieposkładane, nieposegregowane. Wózek trzeba przywieźć, zamontować przewijak, złożyć ponownie łóżeczko. Że już nie wspomnę o planach "okołomieszkaniowych": tapetowanie w przedpokoju i sypialni. Segregacja zdjęć  na kompie i wywołanie zaległych. Montaż zaległych filmów z ostatniego roku, wrzucenie ich na YT. Masaże,  szydełkowanie, szycie śliniaczków i papci (to nie dla dziecka, dla gości ;). I jeszcze milion innych rzeczy... Żądam w ramach bonusu dodatkowego trymestru! 
O Boże, muszę też zrobić próbę glukozową... Tylko nie wiem kiedy, bo zamiast dodatkowego trymestru otrzymałam bonus w postaci Pączka chorego na zapalenie oskrzeli. Może raczej powinnam napisać "chorego". Bo tak naprawdę chory to on był jeden dzień. Tak poza tym jednym dniem, kiedy miał gorączkę i był słodki, osowiały i spał 3h w ciągu dnia, to przez resztę czasu zachowuje się jak husky na łańcuchu. Coś trzeba było wymyślić na tę niedzielę spędzoną w domu, a że puzzle zostały odrzucone (a ja tak uwielbiam układać puzzle, bu ), to druga moja propozycja brzmiała: zdjęcia ciążowe na pamiątkę! Nie będę popełniać błędu, o którym często słyszę: w pierwszej ciąży robiłam zdjęcia co tydzień, w drugiej nie mam nawet co miesiąc! Więcej dzieci nie planuję, więc tę ciążę musimy dobrze udokumentować. Album też będzie. Może nie scrapbookowy, ale jakiś na pewno (fotoksiążkę obstawiam ;).
Do dzieła! Najpierw do roboty zaprzęgnęliśmy tatę Skoczka.









A po kontroli jakości wykonanych zdjęć i kilku dosadnych komentarzach na temat kosmicznego kadrowania postanowiłam znaleźć lepszego fotografa. Ale też oddajemy honor tatusiowi: kilka fajnych zdjęć dało się wybrać, jesteś super koteczku :*




A oto efekt jego ciężkiej pracy. Czyż nie wspaniały? :)




Sesję uznaję za udaną i przyznać muszę, że dużo większą frajdą jest robienie sobie zdjęć ciążowych z takim małym asystentem. On się naprawdę żywo interesuje brzuchem i sprawdza codziennie czy "dzidziuś kopie" :) Świadomość nadchodzącej zmiany jest duża. Oby to przejście do stanu 2+2 odbyło się tak samo łatwo jak każde inne przejście w jego życiu. Bo to dziecko jest po prostu cudowanie "łatwe" i niesamowicie mądre. Żeby o tym się przekonać wystarczy wysłuchać opowieści typu: "Słuchaj mamusio! Jak byliśmy w starym mieszkanku, to nie miałaś dzidziusia. A telaz już masz. Ja też nie mogę się schylać. Mam dzidziusia w brzuchu, zobac jak kopie." Ma też wiele do powiedzenia na temat łodzi motorowych, wielorybów oraz pracy pszczół. Zaskoczył nawet dziadka opowiadając mu o poczwarce zmieniającej się w motyla. Piękne to i mądre, szkoda tylko, że do przedszkola nie pójdzie w tym tygodniu ;)

Na koniec aparat w rękach prawowitej użytkowniczki!





poniedziałek, 20 października 2014

Ida :)


Właśnie jedna z moich przyjaciółek porodziła dziecię swoje drugie, wyczekane, które w lepszym momencie nie mogło się pojawić. No, może moje pojawi się w jeszcze lepszym ;) Nie przychodzi mi do głowy nic innego, jak gratulować i w głębi serca (oraz w internecie) żywić zazdrość, że to graniczne wydarzenie, jakim jest poród, dziewczyny mają już za sobą. Ja wciąż liczę na to, że u nas to się jednak jakoś samo rozwiąże. Bez parcia i bez interwencji chirurgicznej. Liczę, że się okręcę w łazience kilka razy, jak w Simach i nagle w moich ramionach pojawi się dziecię. Taki jest mój plan porodu!
Tymczasem dla Idy, żeby trochę uprzyjemnić rajd szczepienny, okładka na książeczkę zdrowia.


środa, 8 października 2014

Na poprawę humoru

Mama mi kazała zrobić wieczorem coś na poprawę humoru. Udało się :D
Wszelkie podobieństwo osób występujących na zdjęciach do osób występujących na zdjęciach jest oczywiście całkowicie przypadkowe! :)))
























Pokazuję małemu zdjęcie poniżej i pytam:
- Kajtusiu, kto jest na tym zdjęciu?
- Eee... (myśli, myśli) Oluś, ciocia Kasia, wujek Marcin i Jaś.

Genialne! :D


wtorek, 7 października 2014

Ślub

Na śluby chodzimy nieczęsto, żeby nie powiedzieć w ogóle. A ten nie dość, że był, to jeszcze był wyjątkowy! Fotorelacji niestety nie będzie, bo to nie mój ślub, abym publikowała zdjęcia obrączek i przysięgi (a szkoda, bo zdjęcia przepiękne :)) Ale mojego małego tancerza na parkiecie chyba mogę uwiecznić!
- Mamusio, a kiedy będziemy tańcyć? Ooooć ze mną tańcyć!
- Cy jus gra muzyka?
- Pokazać ci obrocik?
I tak do 21:00! :)
O 22:00 przyczłapał się biedak resztką sił (wcześniej przez godzinę lokalizowałam go po ruchu firanek przy oknach i falujących obrusach dalszych stolików), usiadł zmarnowany na moich kolanach i wyjęczał:
- Jus cem iść spać mamusio.
Na to hasło tata Karol zerwał się na równe nogi i popędzili razem na górę. Jak poszłam zobaczyć na jakim są etapie, to zastałam ich już w objęciach. Dodam dla usprawiedliwienia Skoczka, że nie widzieli się z Chowańcem 5 dni, bo spędziłam je z małym u babci na wsi.
Wróciłam na imprezę i jak przystało na 17 tydzień ciąży opadłam z sił koło 2:00. Znowu mnie babcia przebiła :)

 No ile można czekać w ekscytacji... w końcu trzeba się zdrzemnąć :)
























Przez chwilkę czułam się jakbym miała siostrę :) Dzięki Justynka, byłaś najpiękniejszą panną młodą!



 - Słuchaj dziadku! Jus widziałem to wesele i kociółek. Cy mozemy iść pobiegać?


 Znalazła się kompanka jakby szyta na miarę. Podobny poziom energii :) Pozdrawiamy Amelkę







 Tak pięknego ślubu i wspaniałego wesela nie da się zapomnieć :)


poniedziałek, 6 października 2014

Syrop czosnkowy

Post z serii: przydatne i ku pamięci.

Sezon na infekcje rozpoczęty, a pierwsza fala już chyba powoli przemija. Nie rozłożyliśmy się, mimo że Chowaniec poszedł do nowego przedszkola, więc podejrzewałam styczność z nowym zestawem wirusów.
Udało nam się. Chociaż to!
Od września do marca podaję małemu (z przerwami) syrop czosnkowy własnej produkcji, a jak zaczyna kichać wkraplam też witaminę C do wody/kompotu. Wierzę w ten syrop, naprawdę :) Przepis znalazłam kiedyś w inetrnecie i metodą prób i błędów wypracowałam swoją wersję.
























Potrzebujemy:
- główkę czosnku
- szklankę ciepłej przegotowanej wody
- ok. 4 łyżek miodu na początek
- sok z 2 cytryn

Czosnek przeciskam przez praskę, dodaję 4 łyżki miodu i dolewam ciepłej wody (nie wrzątek, ale woda musi być na tyle ciepła, aby rozpuścić miód), dolewam sok z cytryn. Mieszu, mieszu, mieszu i do lodówki na 24h. Następnego dnia odcedzam płyn, czosnek wyrzucam. Syrop już trochę się wyklarował przez tę dobę w lodówce. Wlewam z powrotem do słoika i próbuję. O Chryste Panie, wypaliło mi przełyk! :) w drugiej szklance w 1/3 ciepłej wody rozpuszczam więcej miodu i dolewam do syropu, żeby było jadalne. I voila. Serwujemy dziecku codziennie jedną syropową miarkę przed wydelegowaniem do przedszkola, łykamy osobiście dużą łyżkę, aby dać dziecku dobry przykład i tak konsekwentnie przez następne tygodnie. Na zdrowie! :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails