piątek, 28 listopada 2014

Nagroda, która mi się nie należała

Świecką tradycją stała się w naszej rodzinie wycieczka do kawiarni po wizytach lekarskich (moich, dziecka, obojętnie), aby uczcić dobre wieści. W tej ciąży mam niskie wymagania: brak złych wieści oraz informacja, że "nie jest gorzej" jest dobrą wieścią. Więc choć nie zasłużyłam według ojca moich dzieci, bo mogłam sobie podarować przyniesienie przedwczoraj do domu chemii do zmywarki, to wieści są takie, że nie jest gorzej, a więc jest co świętować :) Nadal muszę leżeć ile się da, nie wolno mi prawie nic i Duphaston będę łykać do samego końca, ale nie jest gorzej! :)
Nagroda:


Na szczęście to nie wymaga podnoszenia rąk, dźwigania, schylania się i prowadzenia samochodu. Bo bez tego to już bym się nie obyła :)




4 komentarze:

  1. No to nie ma żartów! Odpoczywaj Kochana! Dużo zdrowia i żeby "było tylko lepiej" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, ale tyle planów, tyle chęci ... i biedny Karol pracujący na 3 etatach (praca, dom, zakupy, zabawy z dzieckiem). No ale na siłownię nie ma po co chodzić, tyle ma ruchu ;)

      Usuń
    2. Kochana! Jestem pewna, że "po " Karol sobie wszystko odbije! :D Także ciesz się chwilą :P

      Usuń
  2. (Nie)Takie_Straszne_Jeżyce1 grudnia 2014 02:24

    Coś jest z tymi kolejnymi ciążami, że nie są spokojne i leniwe, no ale jak tu leniwo żyć jak zażywny dwulatek nie nadaje ;) ja Cię rozumiem, u mnie też nie było kolorowo, ale się udało. Jak sobie przypomnę, że jeszcze w dniu porodu jeździłam samochodem, bo pannicę trzeba było zawieźć do lekarza, to cały czas się zastanawiam, jakim cudem nie urodziłam gdzieś na trasie lekarz-dom, zwłaszcza że rodzić naturalnie mogłam ;D ps. a na drugą stronę Głogowskiej możesz się przejść na ciacho? ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails