wtorek, 4 listopada 2014

Projekt: gniazdo

Rozpoczynam wypoczynek zwany czasem dla brzucha, czasem dla mamy, czasem wicia gniazda, czasem przeczytanej książki, czasem zmontowanych filmów i posegregowanych zdjęć. Niewiele mi zostało, może z ledwością starczy na montaż filmów. A Skoczek się dziwi, że od razu próbuję się rzucić w wir przygotowań... Projekt gniazdo rozpoczęłam od wycieczki do Jucci po zakup sukulentów, które zamierzam z powodzeniem uprawiać. Wyczytałam, że nie mają żadnych wymagań oprócz słońca i można zapominać o odlewaniu. Wybieram tylko kwiaty, o podlewaniu których można zapominać. Reszta popełnia przy mnie samobójstwo.
Storczyki ożyły po przeprowadzce. No, tak naprawdę jeden ożył, więc go rozmnożyłam. Drugi jest wciąż obrażony i żółknie jak zaklęty. Może go sukulenty zawstydzą.
W każdym razie wpadłam w amok w sklepie z kwiatami i wydawało mi się, że misa na sukulenty, którą uszykowałam jest jakieś 2x większa niż w rzeczywistości jest. Oczywiście kupiłam wszystkiego za dużo. No nic, uprawa będzie najwyraźniej na większą niż planowałam skalę. Przymierzam się powoli, mam nawet kamyki z Korfu przywiezione:




























Wycieczka po roślinki zakończyła się bólem gardła i stwardnieniem brzucha. Zamiast więc rzucić się w wir domowych przyjemności, to ja leżę pod kołdrą. W sumie też miło :)

1 komentarz:

  1. Fajnie. Ja jestem beznadziejna jesli chodzi o kwiaty, ale akurat mam 3 storczyki w jednej donicy, ktore dostalam kilka lat temu (no moze przesadzam, ale tak ze 2-3 bedzie na pewno!) i zawsze maja kwiaty! Na okraglo! A podlewam jak sobie przypomne; czasem raz na kilka tyg... Mysle ze sekret tkwi w podlozu. Pani robila rozne warstwy. Poza tym przydaloby sie troche zieleni, ale musze miec zryw i faze, a na razie nie mam:-/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails