sobota, 1 listopada 2014

Wolę TAK niż NIE

W odróżnieniu od Tuwima, wolę słowo tak.

Kiedy ktoś mnie pyta jaki jest Kajetan, to pierwsze słowo, jakie zawsze przychodzi mi do głowy to łatwy. Co mam przez to na myśli? Że łatwo jest z nim żyć normalnie, chodzić do sklepów, odwiedzać koleżanki, zapraszać gości, chodzić po zakupy, jeździć do dziadków, sprzątać działkę, iść do restauracji... i tak dalej. Nie protestuje, marudzi rzadko, nie ciągnie jak wół w swoją stronę. Nigdy nie zrobił mi histerii ani publicznie, ani w domu. Nigdy nie wlekłam go po chodniku ze spaceru. Czasami wpada w wir swoich peryferyjnych zachowań, bo najbardziej uwielbia skakać, biegać, ścigać się. Trudno mi jest go wtedy zatrzymać, ale jest to możliwe w ciągu kilku(/nastu) minut. Nigdy mnie nie uderzył, nigdy nie opluł, nigdy mi nie uciekł, może kilka razy się obraził.
Nie próbuję się chwalić, próbuję zrozumieć ten nasz przypadek. Szczególnie, że dookoła wciąż słyszę o buntach dwulatków, trzylatków, czterolatków.
Jak to możliwe?
Czytając książkę "W Paryżu dzieci nie grymaszą" doszłam do wniosku, że całkiem nieświadomie, albo zupełnie intuicyjnie, stosuję jedną z metod wychowawczych, która jest tam opisana. Pomyślałam więc, że może to jedna z cegiełek, która buduje ogólny obraz zachowania naszego dziecka.

Bo ja wolę TAK niż nie. Codziennie kilkanaście razy (jeżeli jest to dzień spędzany z dzieckiem) rozważam tę samą kwestię: powiedzieć tak czy nie? Dziecko moje ma bowiem taką właściwość, że bardzo często pyta mnie o to, czy coś wolno mu zrobić (gorzej będzie, jak przestanie pytać). Za każdym razem wymaga to podjęcia szybkiej decyzji, oceny ryzyka, ewentualnych strat lub zagrożeń i wyrażenie zgody bądź zakazanie czegoś. Staram się każdego dnia, aby stosunek zgód był miażdżący w stosunku do niezgód, a najlepiej, aby tych ostatnich w ogóle nie było.
Chcę, aby Kajetan przez większość czasu słyszał z moich ust TAK, wolno Ci. Tak, możesz. Tak, pozwalam. Czasami bilans szansa/zagrożenie wypada gdzieś po środku. Na przykład kiedy pyta, czy może skakać z pufy na kanapę. Wiem, że ryzyko, że spadnie w dziurę pomiędzy jest duże. Wiem, co to połamane kości (mój brat mnie przeszkolił w tym temacie), wiem co to wizyta na SOR. Ale wiem, też, że jest duża szansa, że doskoczy, czyli: będzie szczęśliwy, dumny z siebie, zadowolony z osiągnięcia, wybiegany i ogólnie w dobrym nastroju. Wiem, że będzie również wdzięczny za to, że mu pozwoliłam. 
Kolejny przykład. Jesteśmy w centrum handlowym z interaktywnymi mapami na korytarzach, na wypadek, gdyby ktoś nie mógł znaleźć siebie albo jakiegoś sklepu. Mapy są dotykowe.
Mamusio, czy mogę tu popisać?
Hmmm. Analizując: jestem zmęczona, w 7 miesiącu ciąży, szliśmy do samochodu, Karol niesie zakupy, hałas jest straszny, bo fontanna na dole zagłusza wszystko, marzę o tym, żeby być w domu, Kajetan miał już mnóstwo atrakcji, kolejna niepotrzebna. Co mówię? Tak, możesz.
I szukam sobie miejsca, żeby usiąść. Wiem, że nic tam nie znajdzie na tej mapie, wiem, że to będzie zmarnowane 10 min, wiem, że jeszcze bardziej będą mnie bolały plecy, wiem, że ręce Karolowi odpadają. I najgorsze: wiem, że po drodze jest jeszcze helikopter, czyli kolejny przystanek. Ale wiem też, że Kaju w ten sposób będzie miał poczucie, że "pracuje", będzie się dobrze bawił, w końcu się znudzi, ale będzie zadowolony, że się wykazał. Poczekam. Przy helikopterze powiemy tylko: już dzisiaj raz leciałeś, wiesz, że mamy tylko jedną monetę. On powie: ale ja tylko tak chwilkę poudaję, że lecę. Trudno, szukamy sobie miejsca, żeby usiąść i przeczekać :)

Ja jako dziecko czułam się często ograniczana słowem nie. Nie rozumiałam dlaczego niektóre rzeczy są mi zakazywane, dlaczego niektóre, nawet błahe przyjemności (skok w kałużę, przejście przez dziurę w płocie, zbieranie brudzących kwiatów) są mi zakazywane. Dlaczego nie wolno mi założyć ulubionej (choć poplamionej) bluzki? Każde nie mnie bolało, bo w świecie dziecka każde nie to mała tragedia. Tak to pamiętam. W związku z tym dokładam wszelkich starań, aby NIE było zarezerwowane na naprawdę szczególne okazje (i takie słuszne nie również z dzieciństwa pamiętam;  dziecko wie, kiedy przegina). Głównie są to okazje wiążące się z zagrożeniem życia lub zdrowia lub jakąś organizacyjną katastrofą. Albo kiedy już naprawdę przegnie biegając i skacząc :)
Nie chcę, aby pamiętał mnie jako osobę, która trzymała go na za krótkiej smyczy i chcę, aby miał poczucie, że dużo może.
Ta metoda ma też taki skutek uboczny, że słowo nie słyszane rzadko ma dużo większą moc, niż kiedy stosuje się je nagminnie. Jestem pewna, że dziecko tak pełne energii jak nasze szybko ustawiłoby sobie w mózgu filtr na słowo nie, szczególnie w kontekście skakania i biegania. Więc po co to w ogóle mówić.
Są rzeczy ważne i mało ważne. Amerykanie mówią: Choose your battle. I ja tak robię. Nie będę się biła o to, czy dziecko może iść do łóżka z plastikowym Neptunem w formie przytulanki, nie odbiorę mu tej przyjemności. Zaprotestuję dopiero, jeżeli w środku zimy postanowi spać na golasa, albo pewnego dnia uzna, że śpi na dywaniku, a nie w łóżku.
Prosiak ciągnięty do samochodu? Okej. Jedzenie bananów na śniadanie zamiast kanapki? Pozwalam. Podlewanie kwiatów? Będzie armagejdon, ale dobra. Samodzielne ubieranie się do przedszkola? Obowiązkowo, mimo że zajmie to 2x więcej czasu i kieszenie z pupy trafią na przód.  Rzucanie kamieniami do rzeczki? Oby kaczki miały refleks, bo jestem na tak. Bieganie wokół mieszkania i krzyki "Jestem zapylaczem"? Z góry przepraszam sąsiadów za uszczerbek na psychice. Wbieganie z rozpędu do morza o temp. 9 st. po to tylko, żeby stópki zamoczyć (wiadomo, że skończy się zamoczeniem po uszy)? Robię krzywą minę i udaję, że tego nie widzę. Łażenie po murku zamiast po chodniku? Wiadomo. 
Chyba w ogóle z natury sama jestem uczulona na zdanie: nie biegaj. I nie wynika to z doświadczeń dzieciństwa, bo ja nienawidzę biegać :D
Polecamy więc słowo tak :) Pierwszy krok w tym kierunku to spisać wszystkie ciuchy na straty, uznać że brud to nie zło, dziury w spodniach to norma i myśleć "Trudno, jak podrze wszystkie ładne spodnie, to w mieście jest milion lumpeksów, będzie chodził w haftowanych  w kwiaty". Warto też mieć coś na wytarcie rąk i buzi, lub jak ja, nie przejmować się umorusanym obliczem. Siniaki, zadrapania i skaleczenia - no cóż, to część szczęśliwego dzieciństwa. Rozczochrane włosy mnie nie dotyczą ;) No i trzeba przyjąć do wiadomości, że w domu będzie się później niż się planowało oraz wybrać dwa produkty spożywcze z serii "niezbyt zdrowe", które zawsze ma się na podorędziu, jeżeli przyjdzie do trudnych negocjacji. U nas tę funkcję spełniają lody i soczki w kartoniku (takie bez dodatku białego cukru) ze słomką. Warto też wybrać kanapy z łatwym do czyszczenia obiciem ;)
















 (Poddąbie 2014)

Oczywiście mam też pełen zestaw kategorycznych NIE. Zaliczają się do tego lizaki, cukierki, nieuprzejme zachowanie, próby dyktowania warunków w obliczu presji czasu lub zdarzeń (wizyty lekarskie, przedszkole itp.) i pewnie wiele innych, których sobie nie przypominam w tej chwili. Widocznie rzadko jesteśmy wystawiani na pokusę/stres z nimi związany.  Czasami mam wrażenie, że Kajetan mnie słucha, bo jest lekko zdziwiony, że wyrażam sprzeciw. Wysłucha choćby z ciekawości o co też może mi chodzić. Jeśli nie posłucha po kilku upomnieniach, to nie mam litości, będą konsekwencje.
Myślę, że ktoś obserwujący mnie w akcji i różnych sytuacjach wychowawczych jest przekonany, że cierpię na jakiś rodzaj rozdwojenia jaźni. Raz jestem bardzo pobłażliwa i udaję, że czegoś nie widzę, albo godzę się na szaleństwa, a innym razem jestem obrzydliwie sztywna i restrykcyjna. Być może to przypadek, ale całkiem nieźle to wszystko działa.

Zasadniczo: moja żaba jest na tak :)



ps. Wyspaliśmy się dzisiaj za wszystkie czasy. Tatuś nas obudził o 8:00 kiedy wrócił z cmentarza :) Czy to sobota idealna? Nawet prosiak wygląda na zdrowszego, a chłopcy już drugą godzinę nie wracają ze spaceru.

ps. 2 Jestem pewna, że drugi syn da nam tak w kość, że wszystkie teorie wychowawcze szlag trafi i będę wołać na pomoc supernianię! 

1 komentarz:

  1. Napisz jeszcze, że nigdy nie jest za późno na wprowadzenie tej zasady... Postaram się, spróbuje wcielić w życie :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails