niedziela, 31 maja 2015

Big Boy Bike

Taka sytuacja. Już go za chwilę nie dogonię :)
Dziadek trenerem! Determinacja i ambicja 100%




wtorek, 26 maja 2015

Święto ważniejsze niż Gwiazdka (Dzień Matki 2015)

Jestem leniwa, marudna, zniechęcona, wymagająca, niezadowolona. Jestem radosna, zmotywowana, ambitna, pracowita, do końca oddana. Chcę uciec. Chcę się pławić w swoim szczęśliwym życiu. Nie mam siły, a zaraz potem mam siłę na wszystko. Kiedy nie chcą spać denerwują mnie strasznie, minutę później kocham ich nad życie. Każdego dnia znajduję siłę, żeby odpowiedzieć na 100 kolejnych pytań "Dlacego?" i zmienić po raz szósty pieluchę. Założyć skarpetki, znieść wózek przed kamienicę, zrobić ulubioną kolację, pchać wózek przez 2,5 godziny bez przerwy, nie zapomnieć o kupieniu mleka i ogórków, uszyć poduszkę do wózka, wnieść bobasa, wnieść siatki z jedzeniem, wrócić po 5 kg worek ziemi do kwiatów balkonowych, zatargać hulajnogę do parku. Potem nieść tę hulajnogę całą drogę powrotną. Kiedy czytam wieczorem bajkę o przedszkolu to zawsze pamiętam, że imiona głównych bohaterów: Bartek i Ola mam zamienić na Kajtuś i Malwinka. Mogłabym zasypiać po każdej kropce, ale imion nie pomylę. Narzekam, że nie mam windy. Nie narzekam, że nie mam windy, będę mieć ładniejsze pośladki. Czasami już nie mam siły, a jednak zawsze ją mam. Marzę o przespaniu nocy. Każde "kocham cię" zapisuje się złotymi literkami na mojej duszy. 
Jestem taką sobie zwykłą matką :) 
A kiedy patrzę na te cuda, to mi się po prostu wierzyć nie chce, że takie mamy piękne dzieci. Takie mądre, takie uśmiechnięte. Trzy razy musiałam dzisiaj obiecać, że na pewno będę na przedstawieniu w przedszkolu. Oczywiście, że będę, to moje święto!





Dzisiejszy Dzień Mamy i Taty w przedszkolu


A tak wyglądali chłopcy w wieku 3 miesięcy :)

A tak naprawdę wszystko to jest możliwe tylko dzięki mojej mamie i tacie. Więc niech to będzie post dla mamy i taty. To dzięki nim mam tę siłę i nie postradałam zmysłów, bo kiedy tylko czuję się gorzej, to pakuję cyrk do samochodu i 50 min. później jestem już pod moim blokiem, moim domem. Pachnie tam jedzeniem i kwiatami, rodzice mnie kochają, a ja ich. Rodzice kochają też moje dzieci i to jest moje wielkie szczęście. Kajetan znika z dziadkiem zbierać najcudowniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Już je ma. W zeszłym tygodniu mówi "A pamietas jak wcoraj kąpałem się z dziadkiem w jeziorze? kiedy już będzie lato mamusiu? Pojadę z dziadkiem nad jezioro i zakopiemy statek".  Jak to możliwe, że to pamiętasz? Miałeś tylko 3 lata! No a kiedy chłopców nie ma, my pakujemy wózek i idziemy w miasto. Bo dla mojej mamy nie ma rzeczy trudnych, męczących, uciążliwych. Niczego się nie boi, z nią nigdy nie jest nudno. To cudowne :)
A jak trudno jest być matką dwojga dzieci wiem dopiero teraz i tym bardziej doceniam mamę. I chciałabym się czasami zamarudzić na śmierć, ale myślę wtedy o mojej mamie i tego nie robię. Bo ona dała radę, a nie miała zmywarki :)













poniedziałek, 25 maja 2015

A to dopiero niedziela

Wyborcza niedziela była też niedzielą ciepłą, urodzinową, pełną wrażeń. Takie dni uwielbiam! Rano urodzinowy naleśnik, śpiewanie tatusiowi Sto lat i śniadanko.


Potem spacer bardzo szybkim krokiem do Concordii, Kajetan na rękach u taty, Olgierd w wózku - nieśpiący, z czapką, która na wybojach zsunęła się z uszu i osadzona na czubku głowy sprawiała, że dziecko wyglądało jak wystylizowane na robotnika z budowy a'la Bareja. Trzymał się biedak kocyka i niepewnym głosem pytał "Aaaaaa... gu?". Dobiegliśmy szczęśliwie na spektakl dla małego i przemiłe przedpołudnie przy kawie w "rodzinnym" gronie ;) Potem spacer do domu i przez pół drogi stosowałam metodę dziadka Janusza na jęki zmęczonego 4-latka. Mianowicie szłam i jęczałam:
- Nózki mnie bolą.... Chcem do domku... kiedy będziemy w domku.
Kajetan zamiast jęczeć musiał mnie pocieszać. Po drodze głosowanie (panie Duda, czekam na przeliczenie kredytu!) i kawka na balkonie.



Po południu nastąpił podział drużyny i poszliśmy jeszcze do przyjaciół na ciasto i zwiedzanie nowego biura. Jesteśmy pod wrażeniem :)
Dzisiaj leniwy dzień z bobasem, na więcej siły już nie mam!

wtorek, 19 maja 2015

Metamorfoza balkonu

Do nowego mieszkania przeprowadziliśmy się w lipcu zeszłego roku (to już rok?!). Tyle było wówczas rzeczy do zrobienia... na balkon zabrakło i weny i środków. W tym roku nie mogłam jednak tego odpuścić. Jedna wycieczka do Ikei, jedna do sklepu ogrodniczego i metamorfozę uważam za zakończoną. Teraz chciałabym tylko, aby wiciokrzew - bardzo zaniedbywany przeze mnie, bo żył o szklance wody, kiedy się przeprowadziliśmy, a on został w tyle - odbił. O dziwo przeżył, więc i tak jestem bardzo mile zaskoczona :) Mam nadzieję, że stworzy nam z boku ścianę z liści.
Jeżeli chodzi o nasze mieszkanie to chyba nic nie napawa mnie większym szczęściem niż widok jaki mam przez drzwi balkonowe z poziomu kanapy. Uwielbiam to nasze podwórze, a jeśli mi kiedyś wytną drzewo, na które mam widok, to przysięgam, że serce mi pęknie. Jak Szymborskiej, która pewnego razu po powrocie z wyjazdu odkryła, że wycięto drzewo rosnące przed jej kamienicą i przed jej oknami. Nie odezwę się do nikogo tydzień.
Dokładnie pamiętam zdjęcie w ogłoszeniu o sprzedaży mieszkania (choć dotyczyło innego mieszkania w tej samej kamienicy), na którym zobaczyłam to drzewo. Ale żyjemy w Polsce niestety, gdzie wycinanie drzew to narodowe hobby. 
Więc póki jest i póki wiosna, zapraszam na winko na balkonie :)




niedziela, 17 maja 2015

Era Spajdermela

Kiedy moja droga Zuza mówiła mi w pracy "Tylko pamiętaj, unikaj jak ognia Carsów. Dziadostwo to straszne. Męczę się z tym już kilka miesięcy i końca nie widać" myślałam sobie "Uff, jakoś mnie to ominęło". W naturalny sposób założyłam, że skoro ominęły mnie Carsy, to wszystko co szybkie, wściekłe i/lub niezbyt ekscytujące wizualnie również mnie ominie. Ohohoho. Jakże błędne było to założenie :) Pewnego dnia syn wrócił z przedszkola i zapytał "Mamo, a spajdermel to jest cłowiek - pająk?".  Doznałam wówczas wrażenia spadania, tylko nie miałam pajęczyny, na której mogłabym zawisnąć. Spadałam w otchłań wszystkiego, co mnie nie tyle mierzi, co po prostu w ogóle nie interesuje. I czego się w pewnym sensie boję, bo nie lubię agresji, a w tych bajkach agresji jest mnóstwo. Po Spajdermelu pojawił się Batman przyszłości. I wtedy się zorientowałam, że Spiderman nie taki zły. Wszystko jest więc kwestią punktu odniesienia. Po Batmanie przyszłości można mieć autentyczne senne koszmary. W szczególności jeżeli ma się 4 lata... 
Gdzie się podziała era Kubusia Puchatka, ja się pytam? Nie było, przeskoczyliśmy to. Codziennie od dwóch lat zaczynam wieczór z synem od mantry "A może poczytamy Piotrusia Królika?". I każdego dnia słyszę to samo "Moze nie. A moze pocytamy o szkielecie?". Proszę, niech mnie ktoś pocieszy, że jeszcze będzie mi dane czytać do snu Muminki!
Spajdermel to nie najgorsza rzecz, jaką można przynieść z przedszkola. Mógł przecież wrócić z wszawicą ;)
Pan w obcisłym pajęczym wdzianku zadomowił się u nas i ma się dobrze. Przypałętał się ostatecznie w czasie Pyrkonu. Wtedy to chłopcy (bez najmłodszego, który - nie przewiduję innej opcji - będzie fanem Kubusia Puchatka!) poszli podziwiać przebierańców. Kajetan zadał kilka razy pytanie "Co to za balik?", a potem wypatrzył małą niewinną  figurkę w koszu z używanymi gadżetami. Miłość była od pierwszego wejrzenia, a integrację przypieczętowaliśmy wspólnym odpoczynkiem na trawie...





























Potem klient uczepił się wózka, bo bał się, że nie zabierzemy go ze sobą do domu...




























I naprawdę strasznie się popisywał!




























Mieszka z nami już kilka tygodni i bawi się świetnie. Codziennie szukamy go po domu i codziennie nas zaskakuje. Nie jest taki straszny, jak go namalowali :)



No. To super, że nie mam córki. Fazę Spajdermana będę przechodzić dwa razy. Ze Skoczkiem to w sumie trzy. Bomba ;)

piątek, 15 maja 2015

Dzień dobry, kocham Cię

6 lat temu pogoda była taka jak dzisiaj, bukiet miałam z konwalii i weszłam do tej kaplicy oczywiście cała na biało :) I nic się nie zmieniło przez te 6 lat, oprócz tego, że jest nas dwa razy więcej.


rocznicowe śniadanko :)


niedziela, 10 maja 2015

3 miesiące Olgierda

Najsampierw syn postanowił, że nie będzie spał. To był pierwszy szok. Całą ciążę chodziłam i naokoło opowiadałam, że tym razem nie powtórzę błędu, który zrobiłam z Kajetanem, a mianowicie nie będę wisiała na łóżeczku ze śpiącym noworodkiem, cała w oczekiwaniu na przebudzenie. Tym razem będę mądrzejsza i kiedy dziecko zmruży powiekę, ja również kładę się spać. Plan okazał się trudny do zrealizowania przy dziecku, które przyniesione ze szpitala spało po 30 min dziennie. NOWORODEK. TRZYDZIEŚCI MINUT DZIENNIE. Jakby mojej mamy tu nie było, to bym po ścianach chodziła ze zmęczenia, bo powiedzmy sobie to wprost - od nocnych karmień to ja się odzwyczaiłam.
Po 4 tygodniach zaczęłam wyprowadzać kawalera na spacer i niespodzianka, okazało się, że delikwent potrafi przespać nawet 3 godziny ciągiem. A to spryciarz. Metodą prób i błędów wypracowałam kilka metod usypiania trolla, m. in. było to noszenie w chuście. Jeżeli chodzi o lulanie w ciepłych maminych rękach, które powoduje płynne i harmonijne przejście z jawy w sen, to to również się sprawdzało. Tylko ręce nie były moje, tylko mojej przyjaciółki Kasi :)))
Od początku zmagaliśmy się z koszmarnymi, niekończącymi się wieczornymi maratonami usypiania. Rozbite wieczory to był drugi szok, ogromny. Nie będę ze wzruszeniem wspominać tych wieczorów, kiedy w panice, spocona i nerwowa biegałam od sypialni, gdzie próbowałam uśpić Olgierda (przekarmiając go jednocześnie) a pokojem Kajetana, który czekał na czytanie bajek. Oboje ze Skoczkiem byliśmy tak przeczuleni na punkcie Kajetana i i tak bardzo skupieni na tym, aby w jego świecie wszystko odbywało się normalnie, że przesadzaliśmy trochę w trosce i w pierwszych tygodniach już oboje czytaliśmy mu bajki na dobranoc. Żeby tylko czuł, że jesteśmy dla niego oboje. Więc uprawialiśmy sport pod tytułem Zmieniam dzieciaka i kiedy ja szłam czytać książki, Skoczek biegł do sypialni usypiać bobasa. A kiedy bobas już wył do księżyca, ja biegłam go przejąć, a Skoczek wracał do Kaja. Cytując fragment smsa, które pisałam wówczas do mojej szpitalnej koleżanki Moniki, o której wiedziałam, że jest mniej więcej w tej samej (beznadziejnej) sytuacji "U mnie wciąż walka i 10 karmienie". Monika na to: "U mnie 13 cycek. Nie wiedziałam, że mam ich aż tyle". I tak do 22. Że o wieczorach z bobasem na kanapie w dużym pokoju nie wspomnę. Ile można walczyć w ciemnej sypialni? Czasami się poddawaliśmy. I uwierzyć nie mogliśmy, że nas to spotyka. Nas, rodziców niby doświadczonych, takich mądrych, co to wszystko wiedzą o dzieciach i ich harmonijnym prowadzeniu. Tak, to była lekcja pokory. Odrobiliśmy ją :)
W 6 tygodniu wyczytałam w mądrych książkach od cioci Asi, że apogeum płaczu przypada właśnie na ten tydzień. A że moje dziecko przenoszone jest lekko o tydzień, to w sumie ma 7, a więc idziemy ku światłu. I nagle... wszystko się zmieniło.
Po 7 tygodniach Olgierd przejrzał na oczy, zaczął się uśmiechać od ucha do ucha, gadać i stał się normalnym bobasem!
Zasypia o 19:00, budzi się o 7:00, chwyta zabawki, uśmiecha się, głuży, śpi pięknie w wózku, ale na kanapie też (protestując, ale jednak) zaśnie. No i nie bardzo chce leżeć, chce siedzieć! Kiedy tylko się nad nim nachylamy i wyciągamy do niego ręce zaczyna się cieszyć i dźwiga główkę stękając dając nam do zrozumienia, że mamy mu pomóc usiąść! Trudno to wytłumaczyć, staramy się go kłaść ile popadnie, ale on wyraźnie woli zasiadać. Książę :) Shopping też lubi. Już ja się postarałam, żeby lubił! W sobotę testowałam go na okoliczność Ikei. Test przeszedł pozytywnie (oczywiście w nosidełku i frontem do klienta).
A ja uwielbiam nasze wielogodzinne spacerki, wspólne zakupy, wiosnę i bzy. I tak się opalamy w świetle wiosennego słońca, codziennie na spacerze, codziennie na dworze. Zwiedzamy podwórza, małe uliczki i alejki. Mam już kilka nowych ulubionych miejsc. Chodzimy czasami do przedszkola po starszego brata, jakoś to wszystko nam się układa. Biegamy też na rynek po warzywa na obiad, a potem do parku. To moje drugie dziecko, przy którym niemożliwe jest spocząć na ławce w parku i w spokoju przeczytać książkę. Trudno, przyzwyczajona jestem. A luty jako miesiąc na rodzenie - idealny. Kiedy tylko wyszłam z mroków posiadania nieśpiącego noworodka, zaświeciło słońce, zakwitły mlecze, nastała wiosna :)
I tylko jedna rzecz uwiera czasami... kiedy Kajetan jedzie na kilka dni do babci i dziadka, to tylko muszę się bardzo pilnować, żeby nie myśleć o tym, co bym robiła gdybym jednak miała jedno dziecko ;) Tylko nie wiem, z którego miałabym teraz zrezygnować, bo jednak z żadnego bym nie mogła.
Piękny Olo w wieku 3 miesięcy:






 I moich kochani mężczyźni :)




poniedziałek, 4 maja 2015

Okładki dla Olgierda i Anieli

Jedną z nich zrobiłam na wakacjach będąc :) Czyli mając na stanie jedno dziecko na zewnątrz, a drugie wewnątrz brzucha. Drugiej okładki nie mogłam poczynić będąc w ciąży, bo nie wiedziałam jeszcze wtedy, że poznam Anielę. 
Historia naszej znajomości jest niesamowita i naprawdę pozostanie ze mną do końca życia. Słyszałam bowiem, jak Aniela się rodzi... Leżałam wówczas na przejściowej sali porodowej podłączona do KTG (nie rodziłam, była to tylko obserwacja, urodziłam następnego dnia) i pisałam z nudów smsy do Skoczka. Wtem usłyszałam niesamowity krzyk, jakby Matka Natura włożyła wszystkie swoje siły i na tę jedną sekundę wlała je w płuca i gardło tej jednej matki! A po chwili, po kilku sekundach usłyszałam... płacz dziecka. To urodziła się Aniela, jak imię zwiastowało, mały aniołek, czego mogłam doświadczyć mieszkając z nią i jej przemiłą mamą 6 dni na sali poporodowej. I tak to właśnie na świat przyszła szpitalna "siostra" Olgierda i tak skrzyżowały się życiowe ścieżki: moja i mamy Anieli. Życie wciąż zaskakuje :)

























ps. Nie trudno się domyślić, co pisałam w smsie do Skoczka :) powiedzmy, że po tak wstrząsającym doświadczeniu wyrażałam dobitnie chęć ucieczki ze szpitala w piżamie i plastikowych klapkach. W tym momencie poród był dla mnie jak koniec świata! A mam same miłe wspomnienia :)

piątek, 1 maja 2015

A biegaj sobie

No nie przechodzi mi wciąż przez gardło: nie biegaj, nie wariuj, nie skacz. Tylko nie krzycz jakoś mi wychodzi, a to tylko dlatego, że w pokoju obok śpi bobas. Kiedy widzę tę radość, to naprawdę jest mi wszystko jedno.




Dzięki gościom popołudnie było cudowne, a jeszcze rano dzień zapowiadał się tak fatalnie. A tak dzieci miały towarzystwo do zabawy, rodzice okazję do pogadania,  a ja mogłam kogoś podkarmić. Bo mam w  sobie coś z Monici z Przyjaciół. Always the hostess, always the hostess ;)
Dzieciaki zjadły zdrowe desery, a tata Łukasz zdrowe ciasto gryczane i o dziwo, nie było żadnych skarg!




A teraz czas na zdjęcie dnia.
Nadałam mu tytuł "Oh boy, Oh boy, Oh boy, it's a GIRL!" :)))))


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails