niedziela, 10 maja 2015

3 miesiące Olgierda

Najsampierw syn postanowił, że nie będzie spał. To był pierwszy szok. Całą ciążę chodziłam i naokoło opowiadałam, że tym razem nie powtórzę błędu, który zrobiłam z Kajetanem, a mianowicie nie będę wisiała na łóżeczku ze śpiącym noworodkiem, cała w oczekiwaniu na przebudzenie. Tym razem będę mądrzejsza i kiedy dziecko zmruży powiekę, ja również kładę się spać. Plan okazał się trudny do zrealizowania przy dziecku, które przyniesione ze szpitala spało po 30 min dziennie. NOWORODEK. TRZYDZIEŚCI MINUT DZIENNIE. Jakby mojej mamy tu nie było, to bym po ścianach chodziła ze zmęczenia, bo powiedzmy sobie to wprost - od nocnych karmień to ja się odzwyczaiłam.
Po 4 tygodniach zaczęłam wyprowadzać kawalera na spacer i niespodzianka, okazało się, że delikwent potrafi przespać nawet 3 godziny ciągiem. A to spryciarz. Metodą prób i błędów wypracowałam kilka metod usypiania trolla, m. in. było to noszenie w chuście. Jeżeli chodzi o lulanie w ciepłych maminych rękach, które powoduje płynne i harmonijne przejście z jawy w sen, to to również się sprawdzało. Tylko ręce nie były moje, tylko mojej przyjaciółki Kasi :)))
Od początku zmagaliśmy się z koszmarnymi, niekończącymi się wieczornymi maratonami usypiania. Rozbite wieczory to był drugi szok, ogromny. Nie będę ze wzruszeniem wspominać tych wieczorów, kiedy w panice, spocona i nerwowa biegałam od sypialni, gdzie próbowałam uśpić Olgierda (przekarmiając go jednocześnie) a pokojem Kajetana, który czekał na czytanie bajek. Oboje ze Skoczkiem byliśmy tak przeczuleni na punkcie Kajetana i i tak bardzo skupieni na tym, aby w jego świecie wszystko odbywało się normalnie, że przesadzaliśmy trochę w trosce i w pierwszych tygodniach już oboje czytaliśmy mu bajki na dobranoc. Żeby tylko czuł, że jesteśmy dla niego oboje. Więc uprawialiśmy sport pod tytułem Zmieniam dzieciaka i kiedy ja szłam czytać książki, Skoczek biegł do sypialni usypiać bobasa. A kiedy bobas już wył do księżyca, ja biegłam go przejąć, a Skoczek wracał do Kaja. Cytując fragment smsa, które pisałam wówczas do mojej szpitalnej koleżanki Moniki, o której wiedziałam, że jest mniej więcej w tej samej (beznadziejnej) sytuacji "U mnie wciąż walka i 10 karmienie". Monika na to: "U mnie 13 cycek. Nie wiedziałam, że mam ich aż tyle". I tak do 22. Że o wieczorach z bobasem na kanapie w dużym pokoju nie wspomnę. Ile można walczyć w ciemnej sypialni? Czasami się poddawaliśmy. I uwierzyć nie mogliśmy, że nas to spotyka. Nas, rodziców niby doświadczonych, takich mądrych, co to wszystko wiedzą o dzieciach i ich harmonijnym prowadzeniu. Tak, to była lekcja pokory. Odrobiliśmy ją :)
W 6 tygodniu wyczytałam w mądrych książkach od cioci Asi, że apogeum płaczu przypada właśnie na ten tydzień. A że moje dziecko przenoszone jest lekko o tydzień, to w sumie ma 7, a więc idziemy ku światłu. I nagle... wszystko się zmieniło.
Po 7 tygodniach Olgierd przejrzał na oczy, zaczął się uśmiechać od ucha do ucha, gadać i stał się normalnym bobasem!
Zasypia o 19:00, budzi się o 7:00, chwyta zabawki, uśmiecha się, głuży, śpi pięknie w wózku, ale na kanapie też (protestując, ale jednak) zaśnie. No i nie bardzo chce leżeć, chce siedzieć! Kiedy tylko się nad nim nachylamy i wyciągamy do niego ręce zaczyna się cieszyć i dźwiga główkę stękając dając nam do zrozumienia, że mamy mu pomóc usiąść! Trudno to wytłumaczyć, staramy się go kłaść ile popadnie, ale on wyraźnie woli zasiadać. Książę :) Shopping też lubi. Już ja się postarałam, żeby lubił! W sobotę testowałam go na okoliczność Ikei. Test przeszedł pozytywnie (oczywiście w nosidełku i frontem do klienta).
A ja uwielbiam nasze wielogodzinne spacerki, wspólne zakupy, wiosnę i bzy. I tak się opalamy w świetle wiosennego słońca, codziennie na spacerze, codziennie na dworze. Zwiedzamy podwórza, małe uliczki i alejki. Mam już kilka nowych ulubionych miejsc. Chodzimy czasami do przedszkola po starszego brata, jakoś to wszystko nam się układa. Biegamy też na rynek po warzywa na obiad, a potem do parku. To moje drugie dziecko, przy którym niemożliwe jest spocząć na ławce w parku i w spokoju przeczytać książkę. Trudno, przyzwyczajona jestem. A luty jako miesiąc na rodzenie - idealny. Kiedy tylko wyszłam z mroków posiadania nieśpiącego noworodka, zaświeciło słońce, zakwitły mlecze, nastała wiosna :)
I tylko jedna rzecz uwiera czasami... kiedy Kajetan jedzie na kilka dni do babci i dziadka, to tylko muszę się bardzo pilnować, żeby nie myśleć o tym, co bym robiła gdybym jednak miała jedno dziecko ;) Tylko nie wiem, z którego miałabym teraz zrezygnować, bo jednak z żadnego bym nie mogła.
Piękny Olo w wieku 3 miesięcy:






 I moich kochani mężczyźni :)




4 komentarze:

  1. 3 miesiące? Jak to? Kiedy to minęło?!? Olo cudny, te jego oczyska!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No gratuluję mamusia, dałaś radę:) Och, te początki też będziesz wspominać z rozrzewnieniem. Śliczny młody. A na pierwszym zdjęciu takie zawadiackie spojrzenie, super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnie zdjęcie rozczula bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No dałaś radę wiem sama po sobie miałam podobnie mimo większej różnicy wieku ale jedno i drugie dziecko wymagało mojej obecności i latałam jak z piórem od jednego do drugiego :)
    A swoją drogą to ten twój syneczek malutki chyba do Ciebie podobny :):)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails