poniedziałek, 25 maja 2015

A to dopiero niedziela

Wyborcza niedziela była też niedzielą ciepłą, urodzinową, pełną wrażeń. Takie dni uwielbiam! Rano urodzinowy naleśnik, śpiewanie tatusiowi Sto lat i śniadanko.


Potem spacer bardzo szybkim krokiem do Concordii, Kajetan na rękach u taty, Olgierd w wózku - nieśpiący, z czapką, która na wybojach zsunęła się z uszu i osadzona na czubku głowy sprawiała, że dziecko wyglądało jak wystylizowane na robotnika z budowy a'la Bareja. Trzymał się biedak kocyka i niepewnym głosem pytał "Aaaaaa... gu?". Dobiegliśmy szczęśliwie na spektakl dla małego i przemiłe przedpołudnie przy kawie w "rodzinnym" gronie ;) Potem spacer do domu i przez pół drogi stosowałam metodę dziadka Janusza na jęki zmęczonego 4-latka. Mianowicie szłam i jęczałam:
- Nózki mnie bolą.... Chcem do domku... kiedy będziemy w domku.
Kajetan zamiast jęczeć musiał mnie pocieszać. Po drodze głosowanie (panie Duda, czekam na przeliczenie kredytu!) i kawka na balkonie.



Po południu nastąpił podział drużyny i poszliśmy jeszcze do przyjaciół na ciasto i zwiedzanie nowego biura. Jesteśmy pod wrażeniem :)
Dzisiaj leniwy dzień z bobasem, na więcej siły już nie mam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails