poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wakacje DAY#1

Kajetan rozpoczął miesięczne wakacje. Błagania, petycje i groźby kierowane w stronę przedszkola nie przyniosły żdanego skutku. Nie odwołano tego mrożącego krew w żyłach wydarzenia. Jako matka z wizją dwójki na pokładzie przez cały miesiąc przeszłam różne stadia przygotowawcze do tego eventu. Rozpoczełam od wyparcia, potem był etap... głębszego wyparcia. Im bliżej sierpnia tym trudnie było to wypierać. Był etap niepokoju, strachu, grozy, paniki. A lipiec mijał nieuchronnie, jak to zawsze każdy lipiec ma w zwyczaju. W końcu to mój ukochany miesiąc, zawsze mija jak z bicza trzasnął. 
Mama moja doznała prawdopodobnie podobnej wizji albo przestraszył ją wyraz mojej twarzy kiedy oświadczyłam, że BĘDĄ WAKACJE, gdyż natychmiast w ramach programu "Wspieraj córkę, masz tylko jedną" oświadczyła, że pomogą. Pomożecie?! - zdawały się krzyczeć moje pełne obłędu oczy. Pomogą! Uf.
Wakacje, jak poród, przychodzą nieuchronnie. Dobra strona tego jest taka, że jednak trochę czasu dają na oswojenie się z tematem. Podczas gdy moja świadomość na płytszym poziomie biegała w kółko i w panice, na głębszym poziomie obmyślała plan i zmuszała do przygotowań. Otrząsnełam się więc w ostatni weekend i stwierdziłam co następnuje: każdy sierpnień jest cenny, każde wakacje cudowne, 4 - latki potrafią już mieć wspomnienia, więc niech mają dobre,  ja już nigdy więcej nie będę na macierzyńskim i przede wszystkim: trzeba przekuć strach w działanie, oswoić to wszytsko i wycisnąć jak cytrynę. A jak jeszcze zobaczyłam prognozę pogody na sierpień, to stwierdziłam, że ONIE!Ja w domu się kisić nie będę, bo zaczyna się lato o jakim zawsze marzę.
Plan jest więc taki: codziennie robić coś fajnego, choć żadnych lotów samolotem w planach nie ma; codziennie korzystać z wakacji; nie panikować, jeśli bobas trochę pomarudzi; wybaczyć sobie jedną bajkę więcej w ciągu dnia, kiedy trzeba wyszykować cygański tabór. I do dzieła! :)
Zaczeliśmy z grubej rury (level macierzyństwa EXTREME) odkrytą plywalnią w Parku Kasprowicza. Było super, Olgierd od moczenia stóp dostał amoku ze szczęścia, a nadmiar wrażeń uśpił go na 1,5 godziny, które mogłam poświęcić Kajowi. W sumie byliśmy na basenie 3 godziny, Kaju wychodził do domu ze łzami w oczach. Jutro też idziemy!
Z każdego dnia wakacji postaram się wrzucić choć jedno zdjęcie jednego miłego wydarzenia. Ten sierpień nam na pewno nie umknie.
A we wrześniu sanatorium w Ciechocinku raz poproszę! ;)






3 komentarze:

  1. Olgierd już siedzi!
    Szybko!
    Zaczęliście już z nim BLW?

    OdpowiedzUsuń
  2. Akacja to Ty z Poznania! :-) ale fajnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Wakacje, jak poród, przychodzą nieuchronnie" - zrozumie tylko rodzic, którego przedszkole zamykane jest na miesiąc! Łączę się w bólu i trzymam kciuki, zaczęłaś jak petarda :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails