poniedziałek, 30 listopada 2015

Be eko & beOrganic czyli update pieluchowy i testy kremu do twarzy

W końcu zebrałam się w sobie i nakręciłam krótki film z aktualizacją dotyczącą pieluch wielorazowych. Bez kozery powiem, że zajęło mi to 7 miesięcy. A już ostatnie dwa miesiące w szczególności. Tylko tak: drzemkę małego żal marnować na cokolwiek innego niż leżenie na kanapie; jak się obudzi, a pogoda jest ładna, to żal z kolei marnować pogodę na siedzenie w domu - idziemy w teren. W listopadzie w końcu zepsuła się pogoda! No i fajnie, można coś nakręcić. Tylko, hmmmm, światło fatalne do nagrywania. Jednego dnia mówię sobie "dziś jest ten dzień". Idę do łazienki zrobić makijaż, wyciągam kosmetyki do makijażu. Połowa zużyta, a druga połowa pamięta dzień mojego ślubu. No trudno, nie nakręcę filmu, muszę kupić sobie nowe kosmetyki do makijażu(a jaki sobie zrobiłam hollywoodzki make-up to same zobaczycie ... LOL :)))). I kolejne dwa tygodnie zleciały... Potem jeszcze był test kamery GoPro (nie nadaje się do kręcenia tego typu materiałów). Po  3 latach od pierwszych filmów o pieluchach, to niewiarygodne, nie posunęłam się technologicznie ani o pół kroku. Nagrałam film starym telefonem, tak jak wtedy. I oczywiście światło szlag trafił w połowie nagrywania, po tym jak wróciłam na plan z przewiniętym bobasem. No trudno, wrzucam tak jak jest! I tak najważniejszy będzie film, który dopiero nagram, czyli ten, w którym odpowiem na najczęściej zadawane pytania, a tych się bardzo wiele nazbierało przez te lata.


Poza tym w ramach powrotu do eko egzystencji testuję też krem nowej poznańskiej marki BeOrganic. Wypuścili oni na rynek serię kosmetyków z naturalnym składem. Krem, który teraz stosuję zawiera 97% składników naturalnych. W zasadzie mogłabym go zjeść ;) 



BeOrganic to marka, nad którą warto się pochylić. Naturalne kosmetyki, pięknie pakowane w kartonowe pudełeczka, bardzo ciekawy skład kosmetyków. Krem idealny dla mnie, wygładzający pierwsze zmarszczki :) A w składzie takie cuda:
  • MASŁO KAKAOWE (zapobiega utracie wody),
  • MYRAMAZE (odmłodzenie),
  • KWAS HIALURONOWY (wygładzenie zmarszczek),
  • JAGODY GOJI (pobudzenie),
  • EKSTRAKT Z WINOROŚLI (opóźnienie procesów starzenia),
  • ORGANICZNY OLEJ JOJOBA (nawilżenie),
  • ORGANICZNY OLEJ ARGANOWY (ujędrnienie),
  • KOMPLEKS WITAMIN E-C-F (odmłodzenie)

  • W konsystencji bogaty, zapach bardzo subtelny, rozprowadza się idealnie. Tutaj można poczytać o tym kremie. Dostępny jest w aptekach, w całkiem przyzwoitej cenie! A w opakowaniu, oprócz kremu torebeczka z nasionami szałwii :) Czy to nie chwyta za serce? Bardzo fajnie wyglądają również ich zestawy prezentowe. Stosuję ten krem dopiero dwa tygodnie, więc trudno orzec, czy faktycznie wygładza zmarszczki. Na pewno dobrze odżywia skórę, bo do wieczora jej wygląd jest zadowalający, mam też wrażenie elastyczności i jędrności. Zobaczymy co będzie dalej!
  • Lubię promować lokalny przemysł i lokalnych wytwórców. Jestem przykładowo największą fanką mleczarni z Nowego Tomyśla i oficjalnie chciałabym poprosić o pracę w ich dziale marketingu, bo coś tam wyraźnie nie gra. Produkty spełniają wszelkie warunki do bycia reklamowanymi jako eko (np. skład maślanki to... maślanka, a nie mleko w proszku), a nikt o tym nie wie... Oprócz Was, już teraz ;)

poniedziałek, 23 listopada 2015

Lubię poranki

Bez dzieci: poziom energii narasta w ślimaczym tempie i przy drzwiach wyjściowych sięga marnego pułapu 40%. W samochodzie spada do 30%. Nie mogę dojść do siebie do 10:00, chyba że odebranie porannych maili w pracy podbija słupek rtęci i poziom stresu do stanu przedzawałowego.  Nic ciekawego rano nie robimy: wstajemy, snujemy się w ciszy, ubieramy, szykujemy, próbujemy się dobudzić.
Z dziećmi: poziom energii narasta w zawrotnym tempie 10% w pół minuty.  To zadziwiające, bo kiedy te małe trolle otwierają oczy, to wyglądają na całkowicie nieprzytomne i właściwie jeszcze śpiące. Kajetan jęczy przez sen nakrywając się kołdrą "Jesce chce pospać... plosę, jesce chwilkę". Zrzucam z niego kołdrę, stawiam do pionu i DING! już życie przyśpiesza. Siadam na kanapie, przebieram małego, a z łazienki słyszę odgłos siusiania i podkład muzyczny do tego: MAM TĘ MOC! MAM TĘ MOC! ROZPALĘ TO CO SIĘ TLIIIIIII. MAM TĘ MOC, WYJDĘ I ZATSANĘ DZWIIIII".
Wolę poranki z dziećmi :) Dopóki jestem na macierzyńskim.






wtorek, 17 listopada 2015

Zdrowy fastfood istnieje!

Wydziergałam go dla Krzysia, dziecka, które miało szczęście w boskim losowaniu i trafiło pod skrzydła wspaniałych rodziców :) I skończyło rok! 
Jednak nawet ważniejsze jest to, że jego mama ukończyła ten rok! Nie ustanę w promowaniu postawy, że po pierwsze gratulacje, kwiaty i uściski należą się tej, która na 12 miesięcy porzuciła pracę zawodową, przebranżowiła się, upchnęła swoje potrzeby w cień, obrała nowe cele, priorytety i wywróciła rytm swojego życia w dzień i w nocy (przede wszystkim w nocy!) i przeżyła ten rok najlepiej jak umiała - mamie dziecka. Po 12 miesiącach mogła z dumą zamówić tort, poinformować tatę dziecka 4 razy gdzie ma po ten tort jechać i okazać światu swojego Jasia, Maksa, Krzysia, Misia, Anię, Tosię, Zosię...
A to dziecko, jakie cudo! Ślicznie ubrane, uśmiechnięte. Trzyma łyżeczkę w dłoni i trafia nią w tort. Daje buziaka babci, pokazuje gdzie lampa, a gdzie piłka. Robi kosi-kosi, tańczy do znanych melodii, schodzi z kanapy tyłem, a nie na główkę, przynosi Misia Tulisia, jak się o niego poprosi. Mówi mama, tata, baba. Wie, jak robi konik i owca, na którym zdjęciu jest babcia Miecia, a na którym dziadek Jasiu. Cały sztab ludzi dołożył cegiełkę do tego wspólnego sukcesu, ale jednak ONA zrobiła najwięcej. A często była sama całe dnie, całe noce. Kiedy mówiła, że zajmowała się dzieckiem, to miała na myśli, że bawiła się z dzieckiem, 4 razy przebrała je w ciągu dnia, bo dwa razy się przesikało, a dwa razy ubrudziło przy jedzeniu, nauczyła wysyłać całuski, odkurzyła mieszkanie, poszła  na spacer i zakupy, a była mżawka i dziecko zrzucało czapkę z głowy co 3 minuty,  wróciła, zrobiła obiad, wstawiła pranie, w czasie drzemki przeczytała 20 stron książki, zapisała dziecko na basen i się na ten basen spakowała... i jakoś czas zleciał. To wszystko zrobiła ona, mama.   
- Co dziś robiłaś, kochanie? 
- Nic, byłam z małym na spacerze, spał 2 godziny, zjedliśmy obiad...
Nic? Jak to nic! Kochana, matko, którą znam lub nie znam, zrobiłaś kawał dobrej roboty! Najlepszej na świecie! I założę się, że na obiad nie zaserwowałaś hamburgera :) Bądź z siebie dumna jak paw i mów wszystkim: To moja zasługa, jestem świetną matką! 

Wiem, że się powtarzam, już podobny wpis kiedyś (prawie dokładnie rok temu) umieściłam. Jednak, jak w amerykańskich poradnikach, ważne rzeczy trzeba powtarzać kilkukrotnie, aby się dobrze utrwaliły ;)

Kochana Edi, wszystkiego najlepszego z okazji ukończenia roczku! A dwa lata,to dopiero będzie ubaw.






Przepis na gwiazdkę - zakładkę do książki znaleźć można TU. Haburgera robiłam niestety na oko :)



niedziela, 8 listopada 2015

Jesienne powroty z przedszkola

Uszykowaliśmy się z juniorem warstwowo. To jeszcze nie zima, a już można się naprawdę pokazowo spocić szykując do wyjścia. Ten moment, kiedy przed kamienicą Olo ląduje w końcu w wózku pod kocem, a ja nakładam rękawiczki, to mały sukces dnia powszedniego. Poszliśmy sobie spacerkiem po Kajtusia do przedszkola, odebraliśmy go i ruszyliśmy w stronę domu. Po drodze w parku mamy salę, na której Kajtek trenuje judo. Tam postanowiłam zrobić kilka jesiennych zdjęć. Oczywiście zanim wrzuciłam potomstwo w liście sprawdziłam czy nie tarza się w nich jakaś blogerka modowa :) Takowej nie stwierdzono, a ja jestem tak daleko od tematu mody jak od pomysłu, aby jeszcze kiedykolwiek się rozmnożyć! 











Czy tylko ja widzę, że dziurki w butach Kaja nie bawią się dobrze? :D
Olgierd rechotał ze śmiechu, kiedy Kajuś zasypywał go liśćmi, czego uwiecznić nie mogłam, gdyż wciąż zepsuty mam mikrofon w telefonie. Porażka.
W tym tygodniu mamy w domu szpital polowy, wszscy jesteśmy chorzy, wszyscy cierpiący. Nie śpimy, kaszlemy. Kajetan ma stan zapalny trzeciego migdałka, Olo przeszedł trzydniówkę, zapalenie gardła, a obecnie walczy z katarem. Oficjalnie nienawidzę listopada. Trzeba to kolejny raz przeżyć i powtarzać sobie w myślach podnoszące na duchu amerykańskie powiedzonko: this  too shall pass.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails