środa, 28 grudnia 2016

Film nie na temat, czyli co tata dostał na Dzień Taty i gdzie kąpaliśmy się latem?

Barszczyk dokończony, karp się skończył, możemy płynnie przejść do narzekania "kiedy wiosna"?Wspaniale, mam coś nawet lepszego niż wiosna! Lato :) A.D. 2016, czyli co robiliśmy łapiąc te jedyne ciepłe dni w 2016.
A lato łaskawe nie było, w lipcu były dwa ciepłe tygodnie i, o dziwo, właśnie wtedy mieliśmy wakacje! Naprawdę trudno w to uwierzyć. Ale od tamtego czasu mam permanentnego bana na niektórych serwisach pogodowych, cudem powstrzymywałam się od pisania zażaleń na aktualizowanie danych co godzinę ;) W Warszawie i Lublinie, których akurat nie ma na filmie było upalnie! Byłam w raju. Prawdziwe lato przyszło we wrześniu i na filmie udało się uchwycić to, jak je spędzaliśmy. To był cudowny wakacyjny sezon, odliczam dni do kolejnego.
A w czerwcu był Dzień Taty. Ciekawe, co dostał w prezencie...



piątek, 23 grudnia 2016

Wesołych Świąt 2016

Wyjątkowych Świąt Bożego Narodzenia, nie za dużo prezentów, niezbyt wiele biegania i szarpania się z czasem, a za to dużo świętego spokoju i czasu dla siebie :) Żebyśmy wszyscy byli bardziej zadowoleni niż Bubu, a równie skupieni co Kaju. Pozdrawiamy, ściskamy, życzymy Wesołych Świąt!


wtorek, 13 grudnia 2016

Czy warto fundować dziecku rodzeństwo???

Poza tym, że wszyscy jesteśmy milsi, szybsi, lepiej zorganizowani, bardziej cierpliwi, zawsze gotowi na wszystko, notorycznie ubrudzeni i usmarkani, wyposażeni w litry wody i przekąski, jest jeszcze to...


niedziela, 27 listopada 2016

Bez gwałtownych ruchów!

Zaczynam dostrzegać pewne ciekawe zjawisko. Nadeszła era osób urodzonych w latach 80-tych. Czytam książkę, patrzę, autor jest z rocznika 1982 ("Dygot", polecam!), oglądam YouTube, a tam najpopularniejsi obecnie blogerzy również urodzeni w latach 80-tych. Moi znajomi piszą książki, inni zmieniają pracę, jeszcze inni zaczynają kolejne studia. Strasznie dużo się dzieje! Ciekawe, czy to taki wiek, że po 30-stce człowiek ma ochotę na jakąś zmianę, w końcu odpoczął od nauki i ma ochotę na więcej, zaczyna się rozwijać w nowych kierunkach i ma poczucie, że to "jego czas"? A może po prostu dostrzegam ruch w tym pokoleniu, bo do niego należę?
Dla jednej z osób, która dokonała rewolucji w swoim życiu, postanowiła zaryzykować i zrobić coś fajnego, powstał ten oto leniwiec.  Dla mojej koleżanki Natalii, której życzę wielkiego sukcesu i cieszę się, że może rano wstać i iść do pracy, którą sobie sama stworzyła. A w metrykę to już jej nie zaglądajmy, prawie się łapie na lata 80-te ;)


Kasiunia, spójrz, akwarele, które dostałam od Ciebie i Marcina na któreś urodziny (jakieś 10 lat temu). Wciąż je mam i uwielbiam!





Leniwca można zobaczyć na żywo w kawiarni Pączuś i Kawusia, przy Rynku Łazarskim w Poznaniu. Natalia była tak uprzejma, by go powiesić w głównym pomieszczeniu (a ja przewidziałam go do ozdoby toalety, no max. zaplecza ;)) Pączki są z prawdziwej mąki z niesamowitymi nadzieniami, typu krem orzechowy, mango, krem pistacjowy. Dzieciaki pokochają pączka z truskawką i lukrem truskawkowym oraz śliwką i lukrem śliwkowym. Trzeba by czujnym, codziennie jest coś innego! Ach, te pączki...  mają takie chrupiące zgrubienia od smażenia, jak w domu smażone. Nie powinnam o tym nawet myśleć, a co dopiero jeść, no ale skoro mój mąż w grze "We dwoje" na pytanie "Czego ona nie potrafi sobie odmówić?", napisał, że "deseru", no to trudno, nie będę się kłócić*. Poza tym ja zawsze uważałam, że cywilizacja rozwinęła się dzięki glutenowi i trzeba mu regularnie składać hołd. Co też czynię namiętnie :)


Pączuś i wodusia :) Trochę mi za niego wstyd, ale tylko trochę. Ma to po mnie.



*ps. I tak nie mieliśmy punktu za to pytanie, bo ja napisałam "zakupów". Tata tylko siedział z boku i podśmiechiwał się "jakie to proste pytanie, hahaha, Karol, napisz że "Pepco"! Thanks, dad ;)

niedziela, 13 listopada 2016

Cała prawda o życiu dziadka naszych dzieci

Ach, miałam być przykładną uczennicą i odrabiać zadania domowe, jednakowoż mąż mój jedyny miał inne plany, nalał mi piwa w kielich i pyta "No jakie pyszne, jakie?!". No pyszne, czarne jak smoła,  9 % alc. Nie odrobię zadań domowych (a przynajmniej nie będą one na takim poziomie, jaki by kogokolwiek, choćby panią bufetową, zadowalał), a przy okazji zablokowałam klawiaturę laptopa. Albo może to dzieci zablokowały? Nie potrafię powiedzieć. Tak więc podjęłam się zadania mniej ambitnego, ale jakże nowoczesnego - stworzenia mema podsumowującego długi weekend. Czyli życie dziadka Janusza w pigułce :) Moim zdaniem trafione w punkt, ale jak wiadomo każdy delikatnie nietrzeźwy człowiek jest z siebie bardzo zadowolony, co z reguły nie znajduje poparcia w opinii społeczeństwa. Klawiaturę odblokowałam (resetem). To tyle, jeżeli chodzi o sukcesy :)


wtorek, 25 października 2016

Różowa świnka oraz kim są naziści?! (film)

Otóż mówię w sobotę do Skoczka "Kup Grubemu piżamkę". No i kupił. Ojciec roku :D


Zdjęcia niestety słabej jakości, bo w ciemnościach poczynione. Tymczasem kolejny filmik zszedł z taśmy produkcyjnej i są to miesiące: czerwiec, lipiec, sierpień 2016.  Klucz doboru: zabawy w domu, czyli co robimy, kiedy nie wychodzimy. Z filmu dowiemy się kto jeździ po domu hulajnogą, kim są naziści oraz jak przeprowadzić pojedynek na szable :)


piątek, 14 października 2016

Wiosna 2016 na filmie - kto wygra w kulki, kto kogo budzi?

Niewiele filmów nagrałam wiosną 2016, ale to o nagrałam warte było zmontowania. Na pamiątkę!


niedziela, 9 października 2016

Miłośniczka upcyclingu

Mam fazę na szycie i upcycling. Od tygodnia kroję stare swetry, zszywam koszule i kombinuję jakby tu zrobić, żeby się nic nie marnowało. To dlatego, że zapotrzebowanie na ciuchy jest ogromne! Musiałabym co dwa dni robić pranie, aby starczyło spodni i bluzek do przedszkoli i żłobków, a widoku suszarki z praniem w trybie ciągłym nie zniosę. Ja wiem, że kiedyś się nikt nie przejmował, a dzieciaki wyglądały jak w piosence "Every sperm is sarced" MP, ale w dzisiejszych czasach to nawet ja nie puszczę dziecka w brudnych ciuchach do placówki ;)
Robiąc porządek w koszu z materiałami znalazłam moje stare legginsy z czasów kiedy miałam na wadze inną cyfrę z przodu niż obecnie. Umówmy się, można ciąć, do tego nie wrócimy! ;) Dodałam szeroki ściągacz przy nogawce, odcięłam na wzór posiadanych już spodni i jest parka jak złoto.
Zwracam uwagę na mistrzów drugiego planu na jednym ze zdjęć :)









wtorek, 27 września 2016

Kaju opiekun

Jest taki odcinek Reksia: "Reksio opiekun". W tym odcinku Reksio przygarnia małego lwa sierotę i go wychowuje. Wspaniały odcinek! Po odcinku ze świerszczem, który zostaje przyjęty pod dach reksiowej budy i śpi w pudełku od zapałek (ulubiony odcinek każdego), ten jest najfajniejszy. Mamy w domu takiego opiekuna. W zasadzie może powinniśmy oddać mu ster w wychowaniu  Bubsona, pewnie lepiej to zrobi niż my ;)
Otóż historia była taka: jesteśmy sami w domu, tata pojechał na shopping. Wykąpałam trolle, uczesałam, posadziłam na kanapie i wręczyłam Kajowi pada z przykazaniem "jesteś didżejem, włączaj małemu bajeczki, najlepiej ioio". Poszłam robić kolację, wracam po 10 minutach i co widzę? Na  YT lecą ulubione bajeczki Olka z wozami strażackimi w roli głównej, a bobas usadowiony jest wygodnie na kolanach Kaja. Dokładnie tak, jak my go sobie sadzamy na kolanach. Tak go sobie Kajetan posadził, aby dobrze wejść w rolę. Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że rodzeństwo ma sens?!  ;)
Oczywiście zwariowałam i natychmiast zrobiłam zdjęcie.


środa, 21 września 2016

Lublin 2016

Wakacje się definitywnie skończyły. Jeszcze tydzień temu cieszyłam się upałem, wygrzewałam w cieple, jak jaszczurka, jeszcze tydzień temu ubierałam krótkie spodenki, a teraz nie mam już wątpliwości, że jest jesień. Za chwilę będziemy wstawać po ciemku i marzyć o domu na Florydzie. I tak do kwietnia.
Nie mam kiedy blogować, a im więcej czasu mija i więcej zaległości się robi, tym bardziej mi ręce opadają na samą myśl, ile jest do zrobienia. To syndrom zaległych książek w bibliotece. Im większe spóźnienie z oddaniem książki, tym trudniej się zebrać w sobie, aby ją oddać! Najbardziej mnie paraliżuje wizja tysiąca godzin filmów, które czekają na montaż. A zmontowane być muszą! Olo już nigdy nie będzie bobasem...
W Lublinie jeszcze trochę był! W kilka minut zorientował się w sytuacji ogrodowej, wiedział gdzie drabinka do basenu, a gdzie pies. Kilka razy próbowałam zapobiec katastrofie, ale zorientowawszy się, że pomocy znikąd nie otrzymam, machnęłam ręką i przekazałam pałeczkę ojcu dziecka. Jestem pewna, że pies do dzisiaj ma koszmary senne po wizycie Grubego i boi się wszystkich dzieci. Olo oczywiście chciał się zaprzyjaźnić z "hauhau", ale efekt był taki, że w akcie miłości ładował mu palce do oczu. Kajetan natomiast był przekochany i nawet bym odpoczęła, gdyby nie ciągnął mnie 15x na godzinę na porzeczki. Ze wzruszeniem będziemy wspominać minę babci, kiedy w ramach niespodzianki stanęliśmy w komplecie w drzwiach do jej dużego pokoju :)
Biedna babunia nie została poinformowana o naszym nalocie z dwóch względów. Po pierwsze: aby była niespodzianka, po drugie: aby nie wpadła w szał szykowania jedzenia na wieść o naszym przybyciu, co w jej wieku jest niezdrowe i niepożądane. A wiadomo, że jak ja przyjeżdżam to jedzenia musi być kontener, więc dobrze, że nie wiedziała! Ja bym nie dała rady opędzlować 3 blach placka? JA?! A Buba też za kołnierz nie wyrzuca!
No więc biedna, kiedy już otrząsnęła się z szoku i ucieszyła na nasz widok, wpadła w popłoch pt. "Co ja mam teraz robić?".  Agnieszka przytomnie i cierpliwie reagowała na babcine podrygi spokojnym "Spakować się, jedziesz z nami". Ale co robić?! Spakować się. Może obiad? Nie, wystarczy, że się spakujesz. Coś mam w zamrażarce! Wystarczy to, co w szafie babciu. 
Nie od dziś wiadomo, że nie da się przepchnąć liny przez oko igielne ani babci przekonać, że nie jest się głodnym. W normalnych warunkach nie próbuję tego robić ;) W tych stanęłam na wysokości zadania i byłam bardzo przekonująca w zapewnieniach, że nic nie będę jadła.
Babcia dała się przekonać i spędziliśmy z nią oraz całą rodziną Skoczka uroczy, ciepły i przemiły przedłużony weekend pod Lublinem. A sam Lublin? No cóż, jest tak piękny, że gdzie się człowiek nie odwróci, to ma ochotę fotografować! Nawet udało mi się z Kajtusiem zwiedzić zamek.















piątek, 26 sierpnia 2016

Rok starszy Kajetan

Przestałam regularnie fotografować Kaja na fotelu. Przerosło mnie chyba synchronizowanie fotografowania dwójki, a poza tym motywacja już mniejsza, bo Kaju nie zmienia się z miesiąca na miesiąc praktycznie w ogóle.  Ale z roku na rok? Owszem!



Oczy tak samo niebieskie, włosy tak samo jasne, osobowość tak samo przyjemna, przyjazna. Anglosasi powiedzieliby easy to love.
Więc cóż począć, rozpieszczamy go miłością i atencją, jak w sekcie. Ta metoda sprawdza się przy nim najlepiej. A ponieważ lato wróciło, to nie jest to trudne! Codziennie basen, lody, plac zabaw i ganianie po parku (jak nie ma lata, to plan ten sam, minus basen). Karol codziennie bawi się z nim w parku w berka. Kaju to uwielbia! To typ sportowca, trzeba go zmęczyć. Całe szczęście mnie do tej zabawy nigdy nie wciąga. Wie, jak mamusia lubi biegać. Jeszcze bym jakąś kalorię spaliła i co by było ;) 











piątek, 19 sierpnia 2016

Moja pierwsza sukienka

Patrzę wczoraj na prognozę pogody: 25 stopni i słońce! A ja wciąż czekam na lato, czekam i czekam. Wpadam powoli w panikę, że przyjdzie wrzesień zanim się doczekam. Kiedy więc widzę taką prognozę (a to i tak co najmniej 5 stopni mniej niż by mogło mnie w euforię wprowadzić), to zaczynam zagęszczać ruchy i plany. Wyciągnęłam z kosza dzianinę, która czekała na łaskę 1,5 miesiąca, wykroiłam z własnego wykroju (zrobiony na podstawie t-shirta i spódnicy) i uszyłam. Powiem tak: wyszło tak jak chciałam, ale dziękuję Bogu, że szwaczką w Chinach nie jestem, bo z takim tempem, to byśmy z głodu zdechli :) Od wykroju do wszycia ściągacza dekoltu 6 godzin jak nic wyszło.



niedziela, 7 sierpnia 2016

Domowy klub czytelniczy

Zdjęcia z wakacji zbierają się, dojrzewają, nabierają rumieńców. Jeszcze ze dwa lata i się za nie zabiorę :) Żarcik. W tym roku zamierzam działać szybko, nadrobić zaległości i wywołać zdjęcia. Udało nam się trafić w pogodę na tyle, na ile tego roku jest to możliwe. Jestem generalnie załamana średnią temperaturą lipca, wciąż wierzę w sierpień.
Tymczasem po powrocie z pierwszych wakacji byłam świadkiem uroczej domowej sceny. Robiłam coś w kuchni, dzieciaki biegały po pokoju. Słyszę Kaja jak mówił "Pociąg. Traktor. Samolot". Myślę sobie "Jezu, cofnął się w rozwoju". Zaglądam i widzę najsłodszy widok...



wtorek, 5 lipca 2016

Berlin 2016

W siódmą rocznicę ślubu uderzyliśmy, jak w 1945 roku - na Berlin! Po drodze wyrzuciliśmy potomstwo u łaskawych rodziców, zostawiliśmy krótkie wytyczne: "Nie pozwolić Kajowi się zagłodzić, nie dopuścić, żeby Bubu nam schudł" i pojechaliśmy dalej prosto A2 pędząc 170 km/h, żeby ani minuty nie stracić na bzdury. Niby tak blisko, a tak inaczej! Jak to możliwe, że pierwszy raz oboje tam byliśmy? Przecież bliżej mamy niż do Warszawy.
Miasto nas oczarowało. Byliśmy zachwyceni od pierwszej minuty, kiedy tylko postawiliśmy walizkę w hotelowej recepcji. Hotel znalazłam studiując mapę googla i mając zerowe pojęcie, gdzie właściwie trafimy. Ale intuicja mnie nie zawiodła, trafiliśmy w punkt: do dzielnicy niegdyś zamieszkałej przez Żydów, niedaleko synagogi, obecnie silnie zasilonej przybyszami z Azji. A to się równa synagoga do zwiedzania i kuchnia azjatycka do konsumowania. Dla nas opcja idealna! Przez 3 dni przenosiliśmy się z restauracji wietnamskich do koreańskich, zaglądaliśmy na targi śniadaniowe, do azjatyckich marketów. Tropiliśmy kostki brukowe poświęcone żydowskim mieszkańcom, ofiarom wojny, łaziliśmy z podwórka do podwórka cuda wewnątrz znajdując i nie mogąc się nadziwić: ile tu zieleni!!! W samej katedrze spędziliśmy 2 godziny, a wchodziliśmy tylko na chwilkę, ołtarz zobaczyć. Zobaczyliśmy ołtarz,  kopułę i widok z niej, podziemie z sarkofagami i zaliczyliśmy koncert organowy. Siedząc w ławie katedralnej, trzymając się za ręce myśleliśmy tylko o jednym: może nie wychodźmy stąd, jest tak cudownie i NIKT NIC OD NAS NIE CHCE ;)
Wspaniale jest poczuć się znowu jak para, a nie rodzice i przypomnieć sobie dlaczego jesteśmy parą (prawie) idealną . Lubimy te same rzeczy, kochamy te same smaki, mamy taki sam styl spędzania wolnego czasu, rozumiemy się bez słów. Moglibyśmy chodzić od jednego muzeum do drugiego, od kościoła do kościoła, od restauracji do restauracji. I najfajniejsze: nie musieliśmy iść do zoo ;) A hotel wybrałam wspaniały, z ogrodem w środku miasta. Nic tylko usiąść wieczorem przy stoliczku z kawą i pooglądać zakupy. Trzy dni minęły jak oka mgnienie, już planujemy powrót, bo tyle jeszcze nam zostało do zobaczenia w tym dziwnym, pięknym i brzydkim zarazem mieście, gdzie historia podziału przebija się na każdym kroku, a nowoczesne budynki przeplatają się z ocalonymi kamienicami i DDRowskimi blokami. To takie niewymuszone i takie relaksujące. Żałuję tylko, że nie było upałów, które pozwoliłyby nam siedzieć w miejskich ogródkach do późnej nocy. Ale to się zaplanuje właściwie na przyszły rok.
Aha, no i jaka oszczędność, kiedy się nie leci samolotem, a tankuje najbardziej ekonomiczny silnik diesla! Dużo kasy do przejedzenia zostaje ;)


czwartek, 23 czerwca 2016

Dzień taty 2016

Mamy kilku naprawdę fajnych tatusiów. Jeden miał dzisiaj prawdziwą poranną tatusiową fiestę, bo chłopcy wręczyli mu prezent niosąc go wspólnie za uszka ozdobnej torebki. To jedna z najsłodszych scen, jakie do tej pory widziałam.  
Prezentem była podkładka pod mysz z ich zdjęciem. A wierzcie mi, zrobienie zdjęcia proste nie było. Poza tym ramka z naszymi zdjęciami i laurka od Kaja. Ten ostatni prezent jest szczególnie cenny, wie to każdy kto zna jego zamiłowanie do prac plastycznych. Jest na niej i nowy samochód, jest Olgierd, drzewo. Tylko serduszka, ptaszki i chmury są moim dziełem :)








A ta mina Bubusia ze zdjęcia powyżej coś mi jakby przypomina...


O! A tu Kaju z kokardką i odpustowym pierścionkiem. A nie, to znowu ja ;)








A to już my dwoje. Mój Tatuś nieprzyzwoicie młody i ja też młódka. Mam takie wspomnienie z dzieciństwa, że tata zawsze wymyślał nam fajne zabawy - wyzwania. Zawijał w koce, grał z nami w karty, kubeczki, pod którymi ukrywał np. kostkę do gry. W czasach wiecznego niedoboru potrafił być bardzo kreatywny. I do dzisiaj nosi dzieci na barana. Teraz już moje i mojego brata :) Jest wspaniały po prostu!


I jeszcze jeden młody Daddy oraz jego drugie w życiu święto :)  Wszystkiego najlepszego dla wszystkich "moich" tatusiów. Bądźcie dalej tacy fajni!


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails