czwartek, 21 stycznia 2016

Babcie i dziadek - bez Was nic

Jesteście najważniejszymi (po nas) osobami w ich życiu, tworzycie im najpiękniejsze wspomnienia, zapewniacie najlepiej spędzony czas, najmilsze (i najczystsze, zważywszy na niekończące się ryzyko zaczadzenia smogiem w Poznaniu) środowisko do rozwoju i zabawy oraz najcieplejsze gniazdko do przytulania i ciągłych powrotów. Dzięki dziadkowi Kajtek wytrzymuje kilometrowe spacery, uwielbia sport, rower, skakanie, bieganie, wspinanie się, dzięki babci wie kim jest Piotruś Pan, dzięki prababciom dzieciaki są najlepiej i najzdrowiej odżywione ze wszystkich jakie znam. Bez Was NIC :*








czwartek, 14 stycznia 2016

Urządzanie mieszkania nigdy się nie kończy! (miara do mierzenia dzieci)

Dla pasjonatów pięknych wnętrz urządzanie mieszkania nigdy się nie kończy. Kiedy już się wydawało, że wszystko jest tak jak powinno, ja zaczynam drugą rundę i w głowie zmieniam aranżację wnętrz, które już stworzyłam... Asia mnie zrozumie ;)
Mam taką obserwację (uwaga, bo będą mądrości objawione, nie każdy zniesie level odkrywczości, tego co za chwilę...), że ludzie dzielą się na tych, którzy mieszkanie traktują stricte użytkowo i kwestia estetyki wnętrza nie jest dla nich ważna lub ma wagę bardzo małą. Drugi gatunek, to Ci dla których wnętrze mieszkania stanowi wartość przede wszystkim etsteyczną, kwestia użytkowania pojawia się bardziej przy okazji. Bardzo często te grupy mogą się dzielić według płci. Mężczyznom jest generalnie obojętne jaki kanapa będzie miała kolor, kobiety zastanawiają się nad odpowiednim odcieniem szarości. Ale niekoniecznie! Znam kobiety, którym jest obojętne i mężczyzn studiujących wzorniki w Ikei :)
W skrócie można przyjąć, że pierwsza grupa (ta, która po prostu chce mieszkać, mieć gdzie spać, mieć lodówkę i toaletę) zadowoli się kupnem mieszkania urządzonego i będzie zachwycona faktem, że przychodzi na gotowe i omija ją mnóstwo problemów związanych z remontem/urządzaniem wnętrza. W porywie estetycznych potrzeb - które pewnie od czasu do czasu się zdarzają - zaprosi do siebie Dorotę z  "Dorota was urządzi" i będzie się cieszyć wszystkim co Dorota wymyśli.
Druga grupa doznaje ekstazy na myśl o samodzielnym urządzaniu mieszkania, wybieraniu każdego kafelka, farb, armatury łazienkowej i odpowiednich włączników. Wizja, że Dorota przyjedzie i urządzi im salon napawa ich grozą. Musieliby za Dorotą łazić krok w krok i podpowiadać "Nie, ta kanapa pod ścianę. Kinkiet przy stoliku. Ramka ma nie taki odcień turkusu".
Mówiąc o wystroju mieszkania, pierwsza grupa posługuje się najczęściej określeniami typu: funkcjonalne, przydatne, potrzebne, pasujące, bezpieczne. Druga grupa najczęsciej mówi: piękne, unikatowe, zachwycające, może niezbyt fukcjonalne, ale za to..., wyszperane, wyjątkowe, odważne.

I tak dalej. Ja się zaliczam do drugiej grupy w dziedzinie wystroju wnętrz i do pierwszej, jeżeli analogicznie można byłoby zrobić taki sam podział w dziedzinie ubioru. W żadnym swoim wcieleniu, obecnym przede wszystkim, nie byłam i nie będę blogerką modową ;) Ciuchy są mi obojętne, ale piękne wnętrze, na które na co dzień patrzę, w którym się poruszam, które stanowi tło dla mojego życia - to mnie napawa radością, zaspokaja moją potrzebę piękna, poprawia humor, dobrze wpływa na psychikę. Naprawdę wierzę w teorię feng shui i w to, że słabe wnętrze negatywnie wpływa na psychikę człowieka, a piękne i harmonijne uszczęśliwia i uzdrawia na każdym poziomie jestestwa.

Wracając do Doroty. Refleksja na temat Doroty naszła mnie, kiedy oglądałam któryś odcinek jej programu i przemknęło mi przez myśl "Hmmm, może zgłoszę się do programu, żeby nam urządziła pokój dziecięcy?". I przez 5 sekund wizja była miła, a potem doznałam uczucia grozy na myśl, że postawi mi biurko w innym miejscu niż ja zaplanowałam, albo łóżka wybierze nie takie jak trzeba albo pomaluje ścianę na żółto! I wtedy właśnie sobie uświadomiłam, że po pół roku przestawiania w głowie mebli w dzieicęcym pokoju już mam jego ostateczną wizję! Z wielką radością dobieram w głowie dodatki, maluję ściany, tapetuję, wybieram lampy. Wszystko już mam wymyślone, teraz tylko muszę... czekać. Bo to wizja na pokój dziecięcy dla dwóch chłopców, a nie dla chłopca i bobasa. Obecny wystrój pokoju był od samego początku przejściowy. I już mnie ta przejściowość odrobinę denerwuje. Ale jeszcze rok wytrzymam. W międzyczasie dokonam zmian w sypialni. Kochanie, nic się nie denerwuj, wszystko Ci wieczorem wytłumaczę :)
Tymaczasem dodałam jeden element do pokoju dziecięcego. A nawet dwa. O miarce do mierzenia dzieci mówiłam od dawna i zanudziłam kilkanaście osób opowiadaniem jak to ze starej deski zrobię szkolną linijkę i powieszę na ścianę. Gadałam, gadałam, szukałam starej deski, prosiłam wiele osób o starą deskę, próbowałam kupić na allegro starą deskę. Niestety na Allegro oferowali mi wyłącznie stare deski w ilości, która pozwoliłaby mi zbudować w pokoju dziecięcym małą stodołę.
Wtem! W ostatnią niedzielę wchodzę sobie spokojnie do TK maxx (gdyż TK maxx i lumpeksy to moje ulubione sklepy, w których się nie kupuje, a poluje) i co widzę. Miarkę na kształt starej linijki :D A to ci dopiero numer. Aż zdjęcie zrobiłam, żeby mamie wysłać!


Szybciuktko biegusiem do kasy i do domu zlecać majstrowi zadania. Ale to nie wszystko!
Pół roku temu buszując po rynku łazarskim (kolejne moje miejsce, do którego chodzę na łowy) wygrzebałam ze skrzynki stary dziecięcy album z 1962 r. Pierwsze pięć stron wypełnione dla Dorotki, a reszta pusta i nie skalana... Ohoho. A na jedej ze stron rysunek pięknej mamy mierzącej swojego synka z podpisem "Och, jak ty urosłeś". Pasuje! Oprawiłam i powiesiłam.





Przy okazji mam taki posmył, aby wykorzystać inne stronice z tego albumu, uzupełnić je dla chłopaków i za rok powiesić na ścianie kilka ramek, a w każdej inna strona z tego pięknego albumu. Rysunki z lat '60 i te wspaniałe czcionki! Wygląda to obłędnie, na ścianie jako komplet również będzie wyglądało świetnie, a także będzie stanowiło naprawdę pokaźne źródło wiedzy o chłopakach. Pod choinkę dostałam przepiękny zestaw do kaligrafii, więc będzie czym wypisać te stronice.







niedziela, 10 stycznia 2016

Przełom roku, przełom w życiu

Pierwszych kroków było wiele, właściwie każdy z nas się zarzekał, że to on był świadkiem tych najpierwszych. Jednak tak naprawdę 31 grudnia dokonał się przełom i w gronie kilku najbliższych osób zobaczyliśmy te pięć kroczków wgłąb dywanu. No a 1 stycznia... poszły konie po betonie :)
Kiedy miał 1,5 miesiąca uśmiechał się do nas, kiedy miał 5 miesięcy usiadł pewnie bez podpórki, mając 7,5 miesiąca zaczął raczkować, a wcześniej w wieku 7 miesięcy nauczył się stawać przy obiektach. W międzyczasie Liliana zaczęła chodzić wyznaczając nowy rodzinny standard (10 miesięcy, bo umówmy się - nikt nie wierzy w rekord dziadka - 9 miesięcy). No więc czemu się tu dziwić? Chowaniec poszedł w świat w wieku 10,5 miesiąca. Takie mamy przyśpieszenie!



























video

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails