czwartek, 11 lutego 2016

Olgierd skończył rok!

O tej godzinie (10:38) rok temu wyszłam ze szpitalnego gabinetu lekarskiego, aby powitać  w korytarzu Skoczka radośnie wymachującego siatką:
- Kochanie, kupiłem Ci laczuszki do szpitala, sok...
- Rodzę.
- ... buraczkowy, żeby było żelazo, tartę...
- Chyba wody mi odchodzą.
- ... szpinakową, bo wyobraź sobie, że na rynku łazarskim kupisz wszystko! Nawet plastikowe klapki.
- Albo się posikałam.
- Co?
- O mój Boże, wołaj położną, zaraz urodzę na korytarzu!

I tak to się zaczeło :) Godzinę później, kilka minut po 12:00, na świat przyszedł Piękny Olo - Buba - Bubington - Bubiński - Bubi - Gruby - Stanisław - Stacha - Stasiek. Na początku mnie przerażał, bo zamiast spać, gapił się na mnie. 20 minut drzemki u noworodka na 6 godzin aktywności to jednakowoż przerażający wynik. Potem było gorzej, bo wieczorne usypianie kończyło się przy dobrych wiatrach o 21:00. Po 1,5 miesiąca sytuacja zaczęła się normować, po 5 miesiącach bobas postanowił uściąść, po 6 miesiącach Kaju przestał być zazdrosny, po 7,5 miesiącach bobas poszedł w długą na czworakach... i cały czas próbujemy nadążyć za tym jak się zmienia, jak szaybko się rozwija i naprawdę trudno go dogonić! Tempo jest szalone, próby dostosowania się do niego przyprawiają o zawrót głowy. Pierwsze miesiące tak mi się wlekły, kolejne mijały jak oka mgnienie. Co się stało z latem? Nie wiem, przemknęło. Jesień? Zagubiła się po drodze...
Trudno jest mieć dwoje dzieci. Przynajmniej na początku. Podzielić uwagę, podzielić obowiązki, podzielić odpowiedzialność i ogrom pracy. Nie wiem, jak to robią samotne matki. Zarazem łatwo jest z dwójką, bo to młodsze patrzy na starsze i tak bardzo je uwielbia, że właściwie nie trzeba mu innego towarzystwa. Wystarczy, że jest w pokoju ze starszym. A my jako rodzice jesteśmy o wiele bardziej wyluzowani, o wiele spokojniejsi, wiele więcej czasu poświęcamy na obserwację małego i docenianie tego, jak się rozwija. Drugie dziecko to dopiero macierzyństwo jakie chciałoby się mieć. Szkoda, że nie można mieć od razu drugiego dziecka :)
A jaki jest Olgierd? Roszkoszny i bardzo, bardzo samodzielny. Wciąż nie wiem, czy to zasługa jego osobowości, czy tego, że mniej nad nim wisimy organizując mu czas. Tak czy inaczej rozczula mnie wciąż faktem, że potrafi się zainteresować zabawką, chce wiedzieć jak działa, wkłada przedmioty w inne przedmioty, testuje, czy wydają dźwięki, jeździ samochodzikami i nasladuje dźwięk silnika. Cuda, panie. Chodzi spać, a właściwie traci przytomność punkt 20:00, w ciągu dnia drzemka regularnie o 12:00 minimum 2 godziny. Mleko rano i wieczorem, noc przespana, jeżeli dopije mleka o 23:00. Szwajcarski zegarek, tak go właśnie wyszkoliliśmy ;)
Gdybym teraz miała ich określić jednym słowem, to Kajowi dałabym przydomek "sportowiec", a Olkowi "pracuś". Inne określenia? Kaju - aktywny, Olo - skupiony; Kaju - zachowawczy, Olo - ciekawy świata, Kaju - rower, Olo - klocki. I tak dalej, są zupełnie różni, także porównujując ich w tym samym wieku. Tylko z wyglądu jacyś tacy.. blondyni ;)

Sto lat, panie Bubington. Jesteś rewelacyjny! I obłędnie wyglądasz w tej koszuli.





2 komentarze:

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails