sobota, 28 maja 2016

Kajetan - oaza spokoju

Warto było przemęczyć się w połogu ten drugi raz, żeby zamienić Kaja w starszego brata. Początki były trudne, ale nigdy nie są inne. A teraz mam w domu braci. Nos małemu wyciera, huśta go na huśtawce, zwraca uwagę, czy mały kamikadze nie leci głową w dół ze zjeżdżalni. W piątek był moim wsparciem w opiece nad trójką. A trójka mnie przerasta, oj przerasta...
Sytuacja wygląda więc w następująco: Liliana (17 miesięcy) po 30 min. zabawy w piaskownicy wdrapała mi się na kolana i siedzi spokojna taka, że aż do niej niepodobne. Ja: zero refleksji. Bubi szturmuje zabawki kolegów obok (na oko lat 5 i 8), w co trudno mi ingerować z małą na kolanach. Na szczęście trafiły się spokojne dzieci, które widząc jak ich sprzęt porywa 15-miesięczny bobas nie dostały ataku szału. Przesuwam się jednak w stronę Olgierda ruchem robaczkowym, żeby nie zrzucić Liliany, a odebrać mu choć część miniaturowego sprzętu rolniczego. Moja mama gdzieś zniknęła, moja babcia odpoczywa. Kaju biega po placu zabaw i skacze po drabinkach. Wtem Lili zaczyna się osuwać, co oznacza niechybnie, że zasypia. Ups! Nie znoszę kiedy dziecko zasypia w okolicznościach do tego nie przystosowanych, bo znaczy, że krótko pośpi! No więc zaczynam powoli wstawać, nie wiem po co, bo nie zostawię dzieciaków na placu zabaw, żeby iść z małą do domu... ale wstaję. Oceniam sytuację, no cóż, nasze zabawki są wszędzie, a Olo nadal podkrada kolejne - nie nasze. Na to przybiega Kajetan: "Mamo, kupę". Wspaniale :) Rozpoczęłam wówczas przedziwny taniec matki wariatki - krok wprzód, krok w tył, dwa razy obrót wokół własnej osi.. Jakbym była Larą Croft, to jeszcze jeden podskok, a miałabym nieskończoną liczbę apteczek do końca gry! A miotam się tak, bo nie wiem za bardzo co robić. Zostawić Olka z prababcią, która nie bardzo ma siłę się za nim uganiać, czy co? Wtem Kajetan, mój głos rozsądku, widząc pot ma moim czole od wysiłku umysłowego:
"Słuchaj mamo, to może taki plan: ja pójdę zrobić kupę. Sam. Potem do Ciebie wrócę, posprzątamy zabawki i wrócimy wszyscy do domu".
My hero :))) I ten plan zrealizowaliśmy, chociaż musiałam się przełamać i po raz pierwszy puścić go samego z osiedlowego placu zabaw do mieszkania moich rodziców w bloku obok!





I moje ulubione zdjęcie z czwartku. Procesja, były emocje. Jak widać ;)


niedziela, 8 maja 2016

Sesja łazienkowa

Niezależnie od siebie doszłyśmy z moją przyjaciółką Kasią do tych samych wniosków: mniej robimy zdjęć niż kiedyś. Oczywiście i tak robimy ogromną ich liczbę, ale jednak mniej niż w poprzednich latach. A Olo już niedługo przestanie być bobasem... Już właściwie przestał nim być, przechodzi właśnie transformację w małego chłopca. Więc chwyciłam za aparat, aby to uwiecznić i oto główny powód, dla którego warto mieć okno w łazience! Zwróćcie na to uwagę kupując mieszkanie ;)
Kajetan prawie 5 lat (za miesiąc), Olgierd prawie 15 miesięcy (za 3 dni).



Reszta zdjęć z przyczyn oczywistych do publikacji się nie nadaje :)

niedziela, 1 maja 2016

Londyn

Projekt Rozmnażanie uważam za zakończony z sukcesem.
Rozpoczynamy więc wyczekany i od dawna wypatrywany etap życia - zwiedzanie!
Na tyle, na ile starczy środków i urlopu! Nie jesteśmy w stanie zapewnić dzieciom jakichś szczególnych luksusów w życiu, ale te środki, które możemy przeznaczyć na nas, na naszą rodzinę, zainwestujemy w zwiedzanie świata. Bo podróżowanie to są przede wszystkim cudowne wspomnienia z dzieciństwa i dużo mądrości wyniesionej z obserwacji życia w innych miejscach niż nasze gniazdo. Chciałabym, żeby chłopcy wspominali nasz wspólnie spędzony czas jako szczęśliwy. A poza tym dzieci nie potrzebują luksusów, tylko dobrej zabawy i miłości. I jedzenia. Olgierd potrzebuje duuużo jedzenia. 
Ohoho, zabawnie to na bank będzie. Jak to w podróży z dzieciakami ;) Trzeba mieć poczucie humoru, żeby niektóre akcje przetrwać!



W Londynie było głównie zabawnie, choć były też momenty mrożące krew w żyłach. Jak to z dziećmi: awaryjne poszukiwanie toalet w miejscach, w których ich nie ma. Sikanie pod drzewami z widokiem na radiowóz policyjny. Gorączki i biegunki (to już biedna ciocia Justyna siwiała na moich oczach od tego typu atrakcji). Ale przede wszystkim były przekochane i bardzo grzeczne dzieciaki. Zgodnie z przewidywaniami, Kajtka to miasto onieśmieliło i kiedy tylko pojawiały się tłumy szedł przy nodze, jakbym go specjalnie tresowała na tę okazję! Wszystko mu się podobało, a najbardziej metro i autobusy piętrowe.  Dzieciaki stały grzecznie w 40 min kolejce do London Eye i nie było słowa skargi. Łącznie zrobiliśmy chyba z milion kroków i tylko pod koniec dnia musiałam odpowiedzieć na jedno czy dwa pytania "Kiedy wrócimy do pokoju?". A i tak szły dalej dzielnie. W najbardziej optymistycznym scenariuszu tego nie przewidywałam. Muzeum Historii Naturalnej było hitem! Do wieczora musiałam popisywać się wiedzą o trzęsieniach ziemi, a wieczorem pokazać prawdziwe relacje na YT. Dzięki Ci wujku Google i internecie w telefonie. Dzięki wam nie wyszłam na taką, co to przespała kilka lekcji geografii w podstawówce ;) Dinozaury również bardzo, płetwal błękitny bardzo!
A to moja relacja. Nie ma wiele materiału, bo raz, że skupiłam się na przeżywaniu wycieczki, a dwa, że wiedziałam, iż materiału wystarczy na film pełnometrażowy obserwując w akcji matkę Justynę od kręcenia filmów. Ona nie przepuściła nawet grajkom w metrze! Oczekując więc na jej wersję i zdjęcia, możemy zajrzeć do świata z mojego telefonu. A Justynie dziękujemy za zaproszenie do wspólnej przygody :*
Kolejne plany to Berlin bez dzieci, potem Lublin i Warszawa z dziećmi. Po drodze będą wakacje, jeżeli tylko wraz z wujkiem Cyprianem doznamy oświecenia i odnajdziemy miejsce nam przeznaczone. Gdyby ktoś znał fajne miejsce (najlepiej gospodarstwo agro po remoncie, z atrakcjami dla dzieci oraz czystym jeziorem) na Warmii lub szeroko pojętej okolicy, to będę wdzięczna za namiary!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails