wtorek, 5 lipca 2016

Berlin 2016

W siódmą rocznicę ślubu uderzyliśmy, jak w 1945 roku - na Berlin! Po drodze wyrzuciliśmy potomstwo u łaskawych rodziców, zostawiliśmy krótkie wytyczne: "Nie pozwolić Kajowi się zagłodzić, nie dopuścić, żeby Bubu nam schudł" i pojechaliśmy dalej prosto A2 pędząc 170 km/h, żeby ani minuty nie stracić na bzdury. Niby tak blisko, a tak inaczej! Jak to możliwe, że pierwszy raz oboje tam byliśmy? Przecież bliżej mamy niż do Warszawy.
Miasto nas oczarowało. Byliśmy zachwyceni od pierwszej minuty, kiedy tylko postawiliśmy walizkę w hotelowej recepcji. Hotel znalazłam studiując mapę googla i mając zerowe pojęcie, gdzie właściwie trafimy. Ale intuicja mnie nie zawiodła, trafiliśmy w punkt: do dzielnicy niegdyś zamieszkałej przez Żydów, niedaleko synagogi, obecnie silnie zasilonej przybyszami z Azji. A to się równa synagoga do zwiedzania i kuchnia azjatycka do konsumowania. Dla nas opcja idealna! Przez 3 dni przenosiliśmy się z restauracji wietnamskich do koreańskich, zaglądaliśmy na targi śniadaniowe, do azjatyckich marketów. Tropiliśmy kostki brukowe poświęcone żydowskim mieszkańcom, ofiarom wojny, łaziliśmy z podwórka do podwórka cuda wewnątrz znajdując i nie mogąc się nadziwić: ile tu zieleni!!! W samej katedrze spędziliśmy 2 godziny, a wchodziliśmy tylko na chwilkę, ołtarz zobaczyć. Zobaczyliśmy ołtarz,  kopułę i widok z niej, podziemie z sarkofagami i zaliczyliśmy koncert organowy. Siedząc w ławie katedralnej, trzymając się za ręce myśleliśmy tylko o jednym: może nie wychodźmy stąd, jest tak cudownie i NIKT NIC OD NAS NIE CHCE ;)
Wspaniale jest poczuć się znowu jak para, a nie rodzice i przypomnieć sobie dlaczego jesteśmy parą (prawie) idealną . Lubimy te same rzeczy, kochamy te same smaki, mamy taki sam styl spędzania wolnego czasu, rozumiemy się bez słów. Moglibyśmy chodzić od jednego muzeum do drugiego, od kościoła do kościoła, od restauracji do restauracji. I najfajniejsze: nie musieliśmy iść do zoo ;) A hotel wybrałam wspaniały, z ogrodem w środku miasta. Nic tylko usiąść wieczorem przy stoliczku z kawą i pooglądać zakupy. Trzy dni minęły jak oka mgnienie, już planujemy powrót, bo tyle jeszcze nam zostało do zobaczenia w tym dziwnym, pięknym i brzydkim zarazem mieście, gdzie historia podziału przebija się na każdym kroku, a nowoczesne budynki przeplatają się z ocalonymi kamienicami i DDRowskimi blokami. To takie niewymuszone i takie relaksujące. Żałuję tylko, że nie było upałów, które pozwoliłyby nam siedzieć w miejskich ogródkach do późnej nocy. Ale to się zaplanuje właściwie na przyszły rok.
Aha, no i jaka oszczędność, kiedy się nie leci samolotem, a tankuje najbardziej ekonomiczny silnik diesla! Dużo kasy do przejedzenia zostaje ;)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails