wtorek, 27 września 2016

Kaju opiekun

Jest taki odcinek Reksia: "Reksio opiekun". W tym odcinku Reksio przygarnia małego lwa sierotę i go wychowuje. Wspaniały odcinek! Po odcinku ze świerszczem, który zostaje przyjęty pod dach reksiowej budy i śpi w pudełku od zapałek (ulubiony odcinek każdego), ten jest najfajniejszy. Mamy w domu takiego opiekuna. W zasadzie może powinniśmy oddać mu ster w wychowaniu  Bubsona, pewnie lepiej to zrobi niż my ;)
Otóż historia była taka: jesteśmy sami w domu, tata pojechał na shopping. Wykąpałam trolle, uczesałam, posadziłam na kanapie i wręczyłam Kajowi pada z przykazaniem "jesteś didżejem, włączaj małemu bajeczki, najlepiej ioio". Poszłam robić kolację, wracam po 10 minutach i co widzę? Na  YT lecą ulubione bajeczki Olka z wozami strażackimi w roli głównej, a bobas usadowiony jest wygodnie na kolanach Kaja. Dokładnie tak, jak my go sobie sadzamy na kolanach. Tak go sobie Kajetan posadził, aby dobrze wejść w rolę. Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że rodzeństwo ma sens?!  ;)
Oczywiście zwariowałam i natychmiast zrobiłam zdjęcie.


środa, 21 września 2016

Lublin 2016

Wakacje się definitywnie skończyły. Jeszcze tydzień temu cieszyłam się upałem, wygrzewałam w cieple, jak jaszczurka, jeszcze tydzień temu ubierałam krótkie spodenki, a teraz nie mam już wątpliwości, że jest jesień. Za chwilę będziemy wstawać po ciemku i marzyć o domu na Florydzie. I tak do kwietnia.
Nie mam kiedy blogować, a im więcej czasu mija i więcej zaległości się robi, tym bardziej mi ręce opadają na samą myśl, ile jest do zrobienia. To syndrom zaległych książek w bibliotece. Im większe spóźnienie z oddaniem książki, tym trudniej się zebrać w sobie, aby ją oddać! Najbardziej mnie paraliżuje wizja tysiąca godzin filmów, które czekają na montaż. A zmontowane być muszą! Olo już nigdy nie będzie bobasem...
W Lublinie jeszcze trochę był! W kilka minut zorientował się w sytuacji ogrodowej, wiedział gdzie drabinka do basenu, a gdzie pies. Kilka razy próbowałam zapobiec katastrofie, ale zorientowawszy się, że pomocy znikąd nie otrzymam, machnęłam ręką i przekazałam pałeczkę ojcu dziecka. Jestem pewna, że pies do dzisiaj ma koszmary senne po wizycie Grubego i boi się wszystkich dzieci. Olo oczywiście chciał się zaprzyjaźnić z "hauhau", ale efekt był taki, że w akcie miłości ładował mu palce do oczu. Kajetan natomiast był przekochany i nawet bym odpoczęła, gdyby nie ciągnął mnie 15x na godzinę na porzeczki. Ze wzruszeniem będziemy wspominać minę babci, kiedy w ramach niespodzianki stanęliśmy w komplecie w drzwiach do jej dużego pokoju :)
Biedna babunia nie została poinformowana o naszym nalocie z dwóch względów. Po pierwsze: aby była niespodzianka, po drugie: aby nie wpadła w szał szykowania jedzenia na wieść o naszym przybyciu, co w jej wieku jest niezdrowe i niepożądane. A wiadomo, że jak ja przyjeżdżam to jedzenia musi być kontener, więc dobrze, że nie wiedziała! Ja bym nie dała rady opędzlować 3 blach placka? JA?! A Buba też za kołnierz nie wyrzuca!
No więc biedna, kiedy już otrząsnęła się z szoku i ucieszyła na nasz widok, wpadła w popłoch pt. "Co ja mam teraz robić?".  Agnieszka przytomnie i cierpliwie reagowała na babcine podrygi spokojnym "Spakować się, jedziesz z nami". Ale co robić?! Spakować się. Może obiad? Nie, wystarczy, że się spakujesz. Coś mam w zamrażarce! Wystarczy to, co w szafie babciu. 
Nie od dziś wiadomo, że nie da się przepchnąć liny przez oko igielne ani babci przekonać, że nie jest się głodnym. W normalnych warunkach nie próbuję tego robić ;) W tych stanęłam na wysokości zadania i byłam bardzo przekonująca w zapewnieniach, że nic nie będę jadła.
Babcia dała się przekonać i spędziliśmy z nią oraz całą rodziną Skoczka uroczy, ciepły i przemiły przedłużony weekend pod Lublinem. A sam Lublin? No cóż, jest tak piękny, że gdzie się człowiek nie odwróci, to ma ochotę fotografować! Nawet udało mi się z Kajtusiem zwiedzić zamek.















LinkWithin

Related Posts with Thumbnails