środa, 21 września 2016

Lublin 2016

Wakacje się definitywnie skończyły. Jeszcze tydzień temu cieszyłam się upałem, wygrzewałam w cieple, jak jaszczurka, jeszcze tydzień temu ubierałam krótkie spodenki, a teraz nie mam już wątpliwości, że jest jesień. Za chwilę będziemy wstawać po ciemku i marzyć o domu na Florydzie. I tak do kwietnia.
Nie mam kiedy blogować, a im więcej czasu mija i więcej zaległości się robi, tym bardziej mi ręce opadają na samą myśl, ile jest do zrobienia. To syndrom zaległych książek w bibliotece. Im większe spóźnienie z oddaniem książki, tym trudniej się zebrać w sobie, aby ją oddać! Najbardziej mnie paraliżuje wizja tysiąca godzin filmów, które czekają na montaż. A zmontowane być muszą! Olo już nigdy nie będzie bobasem...
W Lublinie jeszcze trochę był! W kilka minut zorientował się w sytuacji ogrodowej, wiedział gdzie drabinka do basenu, a gdzie pies. Kilka razy próbowałam zapobiec katastrofie, ale zorientowawszy się, że pomocy znikąd nie otrzymam, machnęłam ręką i przekazałam pałeczkę ojcu dziecka. Jestem pewna, że pies do dzisiaj ma koszmary senne po wizycie Grubego i boi się wszystkich dzieci. Olo oczywiście chciał się zaprzyjaźnić z "hauhau", ale efekt był taki, że w akcie miłości ładował mu palce do oczu. Kajetan natomiast był przekochany i nawet bym odpoczęła, gdyby nie ciągnął mnie 15x na godzinę na porzeczki. Ze wzruszeniem będziemy wspominać minę babci, kiedy w ramach niespodzianki stanęliśmy w komplecie w drzwiach do jej dużego pokoju :)
Biedna babunia nie została poinformowana o naszym nalocie z dwóch względów. Po pierwsze: aby była niespodzianka, po drugie: aby nie wpadła w szał szykowania jedzenia na wieść o naszym przybyciu, co w jej wieku jest niezdrowe i niepożądane. A wiadomo, że jak ja przyjeżdżam to jedzenia musi być kontener, więc dobrze, że nie wiedziała! Ja bym nie dała rady opędzlować 3 blach placka? JA?! A Buba też za kołnierz nie wyrzuca!
No więc biedna, kiedy już otrząsnęła się z szoku i ucieszyła na nasz widok, wpadła w popłoch pt. "Co ja mam teraz robić?".  Agnieszka przytomnie i cierpliwie reagowała na babcine podrygi spokojnym "Spakować się, jedziesz z nami". Ale co robić?! Spakować się. Może obiad? Nie, wystarczy, że się spakujesz. Coś mam w zamrażarce! Wystarczy to, co w szafie babciu. 
Nie od dziś wiadomo, że nie da się przepchnąć liny przez oko igielne ani babci przekonać, że nie jest się głodnym. W normalnych warunkach nie próbuję tego robić ;) W tych stanęłam na wysokości zadania i byłam bardzo przekonująca w zapewnieniach, że nic nie będę jadła.
Babcia dała się przekonać i spędziliśmy z nią oraz całą rodziną Skoczka uroczy, ciepły i przemiły przedłużony weekend pod Lublinem. A sam Lublin? No cóż, jest tak piękny, że gdzie się człowiek nie odwróci, to ma ochotę fotografować! Nawet udało mi się z Kajtusiem zwiedzić zamek.















2 komentarze:

  1. Tak, Lublin jest piękny! Byłam dwa razy i wspominam bardzo miło. Cudowna atmosfera i najlepszy śledź w śmietanie z chrzanem:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje miasto! Bardzo miło, że Wam się spodobało. Pozdrawiam cieplutko w to grudniowe popołudnie <3

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails