wtorek, 30 maja 2017

54 piętra w dół

Dzień przed wyjazdem na wycieczkę z Wadowic do Wieliczki mówię do Skoczka zasiadając do hotelowego biurka:
- Kupuję bilety online, bo nie będę stała w tych legendarnych kolejkach.
I pierwsza wtopa: bilety do nabycia min. 2 dni przed terminem odwiedzin kopalni. No dobrze... Okej. Poradzimy sobie.
Na to Skoczek:
- Ola, to jest zły pomysł ta cała Wieliczka. W Internetach piszą, że tam jest w sumie 800 schodów do pokonania i trzeba zejść 54 piętra w dół.
Myślałam, że uderzę czołem o biurko hotelowe. To po to jechaliśmy bizylion kilometrów i zniosłam kilka serii rzucania kredkami po samochodzie, żeby teraz nie pojechać do Wieliczki?! Jak powszechnie wiadomo kopalnię zwiedza się 3 razy w życiu: jako dziecko, jako rodzic, jako emeryt. Więc jestem na levelu 2 i MUSZĘ tam jechać!
Pogoda sprzyjała ogromnie, niech się dzieje wola nieba, jedziemy! Minęliśmy 15 różnych kas z kosmicznymi cenami biletów (jak się okazało, dla obcokrajowców) i zasiedliśmy w kolejce siedzącej do zejścia z grupą przypadkowo zebranych ziomków. W kolejce bobasy roczne i młodsze, więc odetchnęłam z ulgą. Rozpoczęło się od trzęsienia ziemi, czyli tymi właśnie 54 piętrami w dół (w sumie to były pięterka, pięter było może ze 25), które Olgierd musiał pokonać na rękach ojca, gdyż tempo było zbyt szybkie jak na dwulatka. Zaraz po zejściu w dół przygoda nabrała iście emeryckiego charakteru, czyli w sam raz dla nas! Jeden z rodziców nawet zniósł sobie spacerówkę na sam dół, żeby się potem nie męczyć. + 10 do sprytu dla tego pana!
Potem było zwiedzanie kopalni, podziemne korytarze, jeziorka, solankowe strumyki, piękne rzeźby Matek Boskich i dużo, dużo chodzenia. Kajetan był wzorem turysty - zainteresowany, zadziwiony i wylizujący słone ściany (lizane wcześniej przez innych, ale kto by się przejmował). Junior również do pewnego momentu był bardzo dzielny, zwiedzał jak prawdziwy emeryt, co jakiś czas wpadający w głupawkę prowokowaną przez starszego brata. Poddał się na ostatniej prostej. To finałowe 800 metrów do windy na powierzchnię było gwoździem do tej trumny. Zasnął na rękach Karola, mimo że nigdy mu się to nie zdarza. Nie mogliśmy go ocucić nawet pół godziny później. Karol mówi, że byliśmy pod ziemią 3 godziny. Trudno w to uwierzyć, bo bardzo szybko czas mijał w tych niesamowitych okolicznościach.
Poza tym majówka była czystą radością: spędzaliśmy czas na pięknym hotelowym basenie, biegaliśmy na zmianę do SPA na zabiegi, dzieciaki wypluskane, szczęśliwe. Kolacyjki i śniadanka hotelowe, wieczorne przewalanie się po ogromnym łóżku, skakanie po kolorowych materacach w bawialni. Po prostu rodzinne wakacje :)))
Noc we Wrocławiu oraz ZOO również musieliśmy zaliczyć!






















1 komentarz:

  1. Jak chłopcy urośli! Toż to szok! Ja z Wieliczką jeszcze nie weszłam na level 2 - a może nie zeszłam...? :)) Uściski od ciotki klotki! :))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails